-
W armii rosyjskiej doszło do załamania dotychczasowego systemu finansowego zachęcania ochotników, a nowi żołnierze trafiają na front, gdzie ich szanse na przetrwanie są skrajnie niskie.
-
Rosyjskie władze próbują zwalczyć drastyczny spadek liczby ochotników, oferując wysokie premie za podpisanie kontraktu i umorzenie długów, jednak liczba rekrutów w 2026 roku wyraźnie się zmniejszyła.
-
Wewnętrzne patologie armii, wysokie straty oraz nieskuteczność dotychczasowych metod mobilizacji zmuszają Kreml do rozważenia ogłoszenia przymusowej mobilizacji po wrześniowych wyborach do Dumy Państwowej.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Dane dotyczące przeżywalności rekrutów wysłanych na linię frontu są zatrważające. Z analiz przedstawionych przez brytyjskiego historyka Petera Frankopana wynika, że średni czas życia rosyjskiego żołnierza od momentu przekroczenia bramy punktu poborowego i wyjazdu na poligon do chwili śmierci w walce wynosi od zaledwie od 10 dni do trzech tygodni.
Co gorsza, w warunkach bezpośredniego szturmu na ukraińskie pozycje, nowo przybyli żołnierze bez odpowiedniego doświadczenia żyją na polu bitwy zaledwie od 20 do 35 minut. Frankopan szacuje, że z powodu rażących błędów dowództwa oraz braku osłony, Federacja Rosyjska traci obecnie aż ośmiu ludzi na każdego zabitego obrońcę Ukrainy.
Głównym powodem tak gigantycznej śmiertelności jest masowe i niezwykle precyzyjne wykorzystanie przez Siły Zbrojne Ukrainy dronów uderzeniowych FPV oraz amunicji programowalnej. Bezzałogowce całkowicie sparaliżowały rosyjską logistykę i polują na pojedynczych piechurów, nie dając niedoszkolonym rekrutom żadnych szans na odwrót czy ukrycie się.
Wojna w Ukrainie. Drastyczny spadek chętnych do rosyjskiej armii
Podczas gdy pod koniec 2025 roku Kreml chwalił się pozyskaniem ponad 420 tysięcy nowych żołnierzy na kontraktach rocznych, o tyle w 2026 roku państwowe media i urzędnicy zmuszeni są przyznać, że dynamika ta spadła o blisko 30-33 proc.
Aby zasypać tę lukę i utrzymać napływ na poziomie 800-1000 ochotników dziennie, rosyjskie władze lokalne i korporacje państwowe zaczęły oferować absurdalnie wysokie stawki.
Za samo podpisanie kontraktu oferowane jest 80 tys. dolarów. Jednocześnie rekrutom gwarantuje się skasowanie wszystkich zobowiązań finansowych, w tym kredytów hipotecznych w wysokości do 140 tysięcy dolarów.
Mimo to, na przykładzie Moskwy widać, że kapitał ludzki podatny na taką propagandę zwyczajnie się kurczy. W kwietniu 2026 roku w stolicy podpisano zaledwie 1708 kontraktów, a w maju wskaźnik ten spadł do 1378 osób – to o tysiąc mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Liczby te spadły do poziomów z 2024 roku, zanim jeszcze wprowadzono wielomilionowe pakiety motywacyjne.
Rosja. Problemy wewnątrz armii i widmo buntu
Zapaść w strukturach wojskowych potęgują patologie wewnętrzne. Znany rosyjski bloger wojskowy Aleksandr Łunin wywołał burzę w przestrzeni informacyjnej, oskarżając dowódców liniowych o regularne, sadystyczne torturowanie podwładnych, blokowanie rotacji i zmuszanie rannych do udziału w atakach. Łunin otwarcie ostrzegł przed rosnącym ryzykiem zbrojnego buntu wewnątrz jednostek walczących na Donbasie.
Profesor Peter Frankopan tonuje jednak nastroje rewolucyjne, uważając, że pełnoskalowy przewrót w Rosji jest mało prawdopodobny z powodu wszechobecnego aparatu terroru FSB. Wskazuje jednak na inne, globalne zagrożenie.
– Uważajcie na tonącego: nadchodzące miesiące mogą okazać się niebezpieczne zarówno w Rosji, jak i poza jej granicami, gdyż Putin będzie desperacko próbował utrzymać się na powierzchni – twierdzi.
Według danych publikowanych przez „Financial Times”, Rosja traci obecnie od 30 000 do 40 000 żołnierzy miesięcznie (zarówno zabitych, jak i ciężko rannych). Od pięciu miesięcy tempo tych strat przewyższa realne zdolności rekrutacyjne i mobilizacyjne kraju.
Ponieważ finansowe metody pozyskiwania „mięsa armatniego” przestały działać, Kreml stoi pod ścianą – jedynym sposobem na utrzymanie zajętych pozycji w Ukrainie staje się ogłoszenie nowej, przymusowej fali powszechnej mobilizacji, która planowana jest na jesień, tuż po wrześniowych wyborach do Dumy Państwowej.