-
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że amerykańscy wysłannicy mają wkrótce przybyć do Kijowa.
-
Amerykańscy negocjatorzy odwiedzą zarówno Kijów, jak i Moskwę, a wstępne daty tych spotkań zostały uzgodnione.
-
Wołodymyr Zełenski pozostaje w bieżącym kontakcie z wysłannikami Donalda Trumpa.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Wołodymyr Zełenski podzielił się informacjami w tej sprawie we wpisie na platformie Telegram. Jak ogłosił, amerykańscy negocjatorzy przybędą zarówno do Kijowa, jak i do Moskwy.
Jak zapewnił, w stolicy Ukrainy Amerykanie pojawią się „w najbliższych dniach”. Dodał też, że „wstępne daty” obu spotkań „zostały już ustalone”.
„To bardzo ważne. Ważne jest, aby Ameryka nadal aktywnie angażowała się w negocjacje. Jesteśmy gotowi spotkać się z nimi na Ukrainie – w sposób właściwy i merytoryczny” – napisał Zełenski.
Wysłannicy Trumpa złożą wizytę w Kijowie. Zełenski o szczegółach
Prezydent Ukrainy zapewnił też, że utrzymuje stały kontakt z wysłannikami prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa. „Jesteśmy z nimi w kontakcie wirtualnie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i przygotowujemy się do spotkań” – napisał.
W poniedziałek Zełenski przekazał, że odbył rozmowę telefoniczną z wysłannikami prezydenta USA, Steve’em Witkoffem i Jaredem Kushnerem. Jak poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych, dyskusja „była szczegółowa i konstruktywna”.
„Ważne jest, aby dialog między zespołami negocjacyjnymi Stanów Zjednoczonych i Ukrainy trwał nieustannie” – napisał wówczas. Również w tamtym wpisie zapowiedział, że amerykańscy wysłannicy pojawią się w Ukrainie. Przekazał wtedy, że data wizyty jest ustalana.
Jak przypomina agencja AFP, w ostatnich miesiącach „dyplomatyczne dążenia” do zakończenia trwającej od ponad czterech lat wojny „utknęły w martwym punkcie„. Stało się to po tym, jak USA i Izrael przeprowadziły atak na Iran. Doprowadziło to do wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie.
Źródła: AFP, Interia
-
Zmasowany atak Ukraińców. Kłęby dymu, mieszkańcy musieli uciekać
-
Piloci sięgają po ryzykowną taktykę. Powodem skrajne niedobory w armii