-
Wizyta Xi Jinpinga w Korei Północnej miała na celu demonstrację znaczenia Chin w regionalnej grze dyplomatycznej i wysłanie sygnału zarówno do USA, jak i Rosji.
-
Spotkanie Xi Jinpinga i Kim Dzong Una zaowocowało deklaracją o intensyfikacji współpracy, a eksperci wskazują, że Chiny starają się powstrzymać dalsze zbliżenie Korei Północnej z Rosją.
-
Korea Północna korzysta gospodarczo zarówno na relacjach z Rosją, jak i z Chinami, a obecna sytuacja daje Kim Dzong Unowi pożądane zabezpieczenia i pozycję na arenie międzynarodowej.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Xi Jinping opuścił Chiny po raz pierwszy w 2026 roku i wybrał Pjongjang. Przejechał przez miasto w iście królewskim stylu, witany przez tłumy, kompanię honorową i salut armatni.
– Wizytą Xi podkreśla znaczenie regionalnej dyplomacji w regionie Azji Wschodniej, gdzie stosunki między państwami nie są pokojowe. Pekin pokazuje, że ma dostęp do jednego z najbardziej izolowanych państw świata, jakim jest Korea Północna – mówi Interii koreanista Karol Starowicz, doktorant na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i pracownik Instytutu Pamięci Narodowej.
– W Pjongjangu Xi wzmocnił wizerunek aktywnego lidera na arenie międzynarodowej – dodaje nasz rozmówca i podkreśla, że chiński przywódca z Korei wysyła sygnał do Stanów Zjednoczonych, ale też do Rosji.
„Znowu potrzebujecie nas”. Xi Jinping w Korei Północnej
W trakcie dwudniowej wizyty Xi Jinping iKim Dzong Un zadeklarowali zwiększenie współpracy. Choć Korea Północna jest państwem, z którym Chiny od lat 60. mają podpisany swój jedyny, formalny traktat obronny, to w ostatnich latach wzajemne relacje uległy ochłodzeniu.
Pekin pozostaje najważniejszym partnerem handlowym Pjongjangu, ale Koreańczycy zyskali nowe możliwości gospodarcze dzięki Rosji. W konsekwencji wpływ Chin na Koreę zmniejszył się.
Jednocześnie możliwością spotkania regularnie Kim Dzong Una kusi Donald Trump. Poprawa i rozwój relacji amerykańsko-koreańskich nie leży w interesie Pekinu. – Chiny przez wizytę w Korei Północnej wzmocniły swoją pozycję mocarstwa i pokazały, że pozycja Stanów Zjednoczonych ogranicza się do Japonii, Korei Południowej i Tajwanu w regionie – wskazuje Karol Starowicz.
Nasz rozmówca zaznacza jednak, że wizyta w Pjongjangu jest przede wszystkim sygnałem dla Władimira Putina. – Xi chciał mu pokazać, że jeśli chodzi o sprawy koreańskie, to bez Chińczyków nie można niczego załatwić – wyjaśnia.

– Miłość między Kimem i Putinem nie będzie trwać wiecznie. Wojna kiedyś się skończy. Xi wchodzi do gry i mówi, że jest obecny na Półwyspie Koreańskim – podkreśla ekspert. Co więcej, według rozmówcy Interii Xi dysponuje informacjami i szerszą perspektywą konfliktu w Ukrainie. – Swoją wizytą chciał uświadomić Kimowi, że gdy wojna się zakończy, Rosjanie zmniejszą zamówienia uzbrojenia i amunicji. Chciał powiedzieć: znowu nas potrzebujecie – uważa Starowicz.
Jednak nawet Xi Jinping nie jest w stanie wymóc na Korei Północnej zmiany jej podstawowej polityki, która – wywołując obawy Pekinu – przyciąga uwagę USA.
Ruch Chin przeciwko Rosji. „Przystopować sojusz”
Dzień przed wizytą Xi, Kim Dzong Un nakazał rozbudowę arsenału nuklearnego. Siostra przywódcy – Kim Jo Dzong, która kieruje północnokoreańską propagandą, stwierdziła, że kraj ma status państwa posiadającego broń jądrową i to „niezaprzeczalna rzeczywistość”.
– Tu dochodzimy do pewnej sprzeczności. Z jednej strony Chiny popierają denuklearyzację Półwyspu Koreańskiego. Wiedzą, że program nuklearny Korei zwiększa zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w regionie Indo-Pacyfiku. Pekin nie wierzy, że Kim zrezygnuje z broni jądrowej, ale z drugiej stronu nie chce ryzykować pogorszeniem relacji z Koreą poprzez silną presję. Dlatego obecnie dla Chin ważniejsza od denuklearyzacji jest przewidywalność działań Korei Północnej – tłumaczy Karol Starowicz.
Xi Jinping robi porządki. Z jednej strony nie dopuszcza Amerykanów, z drugiej nie pozwala, by sojusz Korei Północnej z Rosją urósł
Pekin, by nie ściągnąć do regionu większej obecności amerykańskiej, próbuje utrzymać nuklearną równowagę. Z jednej strony jest Korea Północna, która chce rozbudować swój arsenał jądrowy. Z drugiej proamerykańska Korea Południowa. – Denuklearyzacja półwyspu jest celem odległym, prędzej dojdzie do nuklearyzacji Korei Południowej. Jeśli sytuacja eskaluje, Seul będzie się zbroić, bo musi dostosowywać politykę bezpieczeństwa do sąsiada z Północy – zaznacza nasz rozmówca.
Koreanista wyjaśnia, że przewidywalność oznacza kontrolę nad Koreą Północą. – Xi Jinping robi porządki. Z jednej strony nie dopuszcza Amerykanów, z drugiej nie pozwala, by sojusz z Rosją urósł – komentuje. Większa nuklearyzacja wymusza reakcję USA. Większa integracja z Rosją to niezależność od Chin i mniejsza kontrola nad Pjongjangiem.
– Chiny chcą ten sojusz przystopować. Albo sprawić przynajmniej, żeby przy stole decyzyjnym była cała trójka, czyli Chiny, Korea Północna i Rosja – wskazuje dalej ekspert.
Tymczasem Kim Dzong Un nauczył się w takim trójkącie zależności skutecznie poruszać.
Normalizacja Korei Północnej. „Ma to, czego chciał”
– Najważniejszym celem Kim Dzong Una jest doprowadzenie do sytuacji, w której świat zaakceptuje Koreę Północną jako państwo posiadające broń jądrową – tłumaczy Karol Starowicz. W obawie o swoje bezpieczeństwo, nie chcą tego uczynić Stany Zjednoczone i Korea Południowa, a wraz z nimi ich sojusznicy.
Xi nie jest zwolennikiem zbrojeń Korei. Ale do niczego Pjongjangu nie zmusza. Przed wizytą Xi opublikował artykuł w najważniejszym północnokoreańskim dzienniku „Rodong Sinmun”, w którym jest mowa o współpracy wielostronnej oraz „ochronie systemu międzynarodowego z ONZ”. Co więcej, podczas wizyty nie było się żadnego oświadczenia przywódców o potrzebie denuklearyzacji.
– Każde takie spotkanie wzmacnia przekaz, że Korea Północna jest normalnym uczestnikiem stosunków międzynarodowych mimo posiadania broni jądrowej. Sankcje już nie działają, Kim czerpie korzyści z Rosji, ale też z Chin. Ma to, czego chciał. Zabezpieczenie gospodarcze w sąsiadach i to nie byle jakich. Jest teraz w komfortowej sytuacji, nie musi prowadzić jakiegokolwiek dialogu z Koreą Południową ani Stanami Zjednoczonymi – komentuje Starowicz.
– Dzięki Rosji uzyskuje dochody z eksportu uzbrojenia i amunicji. Może otrzymywać pomoc technologiczną, zdobywa dodatkowe źródła walut obcych. O tym zapominamy cały czas. Natomiast dzięki Chinom posiada handel przygraniczny, dostęp do towarów i surowców, ale też ekspertów, którzy pomagają przy niektórych inwestycjach – mówi dalej.
Dla Korei stan ten jest korzystany i przynajmniej w przypadku Chin, zależność będzie trwać. – Korea Północna potrzebuje Chin gospodarczo, a Chiny potrzebują Korei Północnej jako bufora strategicznego przed USA – podsumowuje Karol Starowicz.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na [email protected]
-
Chiny pokazały Rosji, kto rządzi. Putin wraca z Pekinu bez kluczowej umowy
-
Są pięć razy mniejsi od Teksasu. Stanowią „egzystencjonalnie zagrożenie” dla USA