-
Powołano zespół analityczny oraz planuje się powołanie zespołu śledczego do badania polskich wątków afery Jeffreya Epsteina.
-
Zespoły mają współpracować w pozyskiwaniu i analizie dokumentów oraz prowadzeniu śledztw, dotyczących polskich wątków afery Epsteina.
-
Rządzący przewidują, że badanie sprawy może negatywnie wpłynąć na Prawo i Sprawiedliwość, które łączy się politycznie z Donaldem Trumpem, pojawiającym się wielokrotnie w aktach sprawy.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
– Mieliśmy swego rodzaju burzę mózgów i planowanie pracy tego zespołu – zdradził na środowej konferencji prasowej Waldemar Żurek, pytany o zespół badający polskie wątki afery Jeffreya Epsteina.
– Prawdopodobnie będzie absolutna konieczność powołania zespołu śledczego, w skład którego będą wchodzić prokuratorzy, ale także przedstawiciele służb, którzy będą działać we współpracy z prokuraturą – dodał minister sprawiedliwości i prokurator generalny.
Polskie wątki afery Epsteina. Dwa zespoły, jeden cel
Z informacji Interii wynika, że powołanie zespołu śledczego nie tylko jest przesądzone, ale było planowane od samego początku projektowania prac grupy badającej polskie wątki afery Epsteina. Powód jest banalny: tylko taki zespół ma stosowne umocowanie prawne, żeby w ramach dwustronnej współpracy ze stroną amerykańską pozyskiwać dla strony polskiej dokumenty, które przez Departament Sprawiedliwości USA nie zostały jeszcze wrzucone do publicznego obiegu.
– Jeśli będzie prowadzone postępowanie, to dostęp do materiału postępowania mogą mieć tylko uprawnione organy, które są w to postępowanie zaangażowane. Te zespoły w sposób naturalny będą nawiązywać ze sobą współpracę – tłumaczy nam sytuację osoba doskonale znająca kulisy powstawania i pracy obu grup.
Podział zadań jest prosty. Zespół analityczny pracuje w Ministerstwie Sprawiedliwości pod okiem szefa resortu Waldemara Żurka. W jego skład wchodzą urzędnicy i eksperci. Głównym zadaniem jest natomiast analiza już dostępnych w obiegu publicznym dokumentów, związanych z procederem handlu ludźmi i przestępstw seksualnych, których dopuszczała się siatka osób związanych z Epsteinem. Na czele zespołu analitycznego stoi minister Żurek, którego premier Donald Tusk wyznaczył do politycznego nadzoru nad całym przedsięwzięciem.
Zespół śledczy powstanie najprawdopodobniej w Prokuraturze Krajowej i będzie składać się z prokuratorów oraz przedstawicieli służb, którzy mają dokonania i doświadczenie w pracach nad tego rodzaju sprawami. Według informacji Interii w jego skład wejdą prokuratorzy z całego kraju, którzy w ocenie resortu mają najlepsze merytoryczne przygotowanie do zajęcia się tematem polskich wątków afery Epsteina.
– To mają być prokuratorzy od konkretnej roboty. Myślę, że będziemy sięgać po prokuratorów z całej Polski. Idea zespołu i jego efektywność zależy od tego, kto będzie w jego składzie. Doświadczenie i prowadzenie spraw określonej kategorii powinno być kryterium wyboru – słyszymy od jednej z osób zaangażowanych w powstawanie zespołu.
Podstawą prawną funkcjonowania zespołu śledczego będzie zarządzenie Prokuratora Generalnego. Dopiero po jego ogłoszeniu opinia publiczna i media mają poznać pełny skład zespołu. Jego kompetencje będą typowe dla tego rodzaju podmiotów – od wszczynania postępowań, przez prowadzenie przesłuchań, przeszukań i zatrzymań, po formowanie aktów oskarżenia wobec podejrzanych.
Z naszych informacji wynika, że wciąż nie jest znana precyzyjna data rozpoczęcia prac przez zespół śledczy, ale „na pewno nie będzie dużej rozbieżności czasowej” wobec startu prac zespołu analitycznego. Co ważne, zespołem śledczym nie będzie kierować minister Żurek, który nie ma uprawnień do wykonywania czynności prokuratorskich. Szef zespołu zostanie wskazany na pierwszym spotkaniu gremium, a być może nawet jeszcze wcześniej.
Widzimy duży potencjał w zespole badającym aferę Epsteina. PiS jest zakochane w Trumpie, Nawrocki jest zakochany w Trumpie (…). Teraz tego Trumpa jest i będzie coraz więcej w kontekście akt Epsteina i to będzie coraz mocniej ciążyć PiS-owi i Nawrockiemu
Oba zespoły, chociaż o zupełnie różnych kompetencjach i zakresie obowiązków, będą ze sobą blisko współpracować i w zakresie przewidzianym prawnie wymieniać się informacjami.
Afera Epsteina i wątek polityczny. PiS na celowniku rządzących
W obozie władzy politycy wiele obiecują sobie po pracach obu zespołów, ale zwłaszcza zespołu śledczego. Priorytetem jest gruntowne zbadanie wszelkich polskich wątków afery, którą – i nie będzie to żadna hiperbola – od tygodni żyje cały świat. Rządzący chcą postawić na efektywność i sprawczość, zapewnić obywatelom poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości.
– Jeśli pojawiają się dokumenty, w których są polskie nazwiska, m.in. polskich modelek czy innych osób, to warto dogłębnie to sprawdzić. Choćby fakt, czy ten proceder miał miejsce na terenie naszego kraju albo czy były wszczęte w tej sprawie jakieś śledztwa, które zamknięto lub umorzono – podkreśla w rozmowie z Interią wysoki rangą przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości.
Sprawa ma też jednak wymiar polityczny, ponieważ w Stanach Zjednoczonych dość mocno uderza w Donalda Trumpa i jego obóz polityczny. Sam amerykański prezydent w upublicznionych dla obywateli aktach pojawia się blisko 40 tysięcy razy. Koalicja rządząca dostrzega w tym swoją szansę.
– Widzimy duży potencjał w zespole badającym aferę Epsteina – mówi nam wprost jeden z najważniejszych polityków obozu władzy. – PiS jest zakochane w Trumpie, Nawrocki jest zakochany w Trumpie, ale ich sprawczość jest żadna, kończy się na miłych słowach i wspólnych zdjęciach – uważa nasz rozmówca. I dodaje: – Trump słabnie wewnętrznie, ma fatalne notowania i jest wobec niego coraz większy opór społeczny. Teraz tego Trumpa jest i będzie coraz więcej w kontekście akt Epsteina i to będzie coraz mocniej ciążyć PiS-owi i Nawrockiemu.
Również w resorcie sprawiedliwości panuje przekonanie, że badanie polskich wątków afery Epsteina może negatywnie odbić się na PiS-ie. – Na pewno dla PiS-u jest to kłopot, zresztą jak wszystko, co dotyczy Trumpa. Postawili absolutnie wszystko na jedną kartę, poszli na ślepo z poparciem dla Trumpa, chociaż wiedzieli, że jest kontrowersyjną postacią i do świętych nie należy – zauważa jedno z naszych źródeł.

I dodaje: – Przecież już lata temu było wokół niego głośno w tematach kryminalnych. To nie jest żadna niespodzianka, że znowu coś się dzieje i w jakiś sposób dotyka to Trumpa. W PiS-ie wiedzieli, jaką żabę połykają. Teraz będą mieć z tym kłopot tak samo, jak mieli kłopot z jego awanturą o Grenlandię.
Rzecz w tym, że ewentualne rozgrywanie tematu afery Epsteina przeciwko Trumpowi może podzielić koalicję. Największym strażnikiem relacji z administracją amerykańską jest bowiem PSL. Ludowcy nie zamierzają przykładać ręki do wykorzystywania Trumpa w politycznej wojnie z PiS-em.
– Na pewno nie wejdziemy w żaden konflikt i będziemy przeciwko generowaniu jakichkolwiek konfliktów na linii Polska-Stany Zjednoczone. Prezydent Trump będzie na stanowisku jeszcze trzy lata i można o nim mieć dowolne zdanie, ale sojusz polsko-amerykański musi trwać jeszcze długo po Trumpie – zastrzega osoba z władz PSL.