Syczek, zwany też najmniejszą „sową z uszami” wcześniej był widywany w Polsce tylko przelotem. Co więcej – notowano osobniki, można było je usłyszeć. W 2019 r. w okolicach Jasła nawet zaobserwowano kopulacje i znaleziono potencjalne miejsca gniazdowania. Jednak wszystko bezskutecznie. Do teraz.
Leśnik nie spodziewał się takiego spotkania
Jak można przeczytać na stronie Lasów Państwowych w maju ub. r. Tomasz Sczansny, leśnik z Nadleśnictwa Rudy Raciborskie, pojechał poobserwować ptaki polne i łąkowe. Jak twierdzi, miejsce nie należało do nadzwyczajnych. Leśnik pozostał tam do późnego wieczora, by posłuchać derkaczy.
Był 25 maja, wtedy po raz pierwszy usłyszałem z dużej odległości niecodzienny dźwięk. Początkowo pomyślałem, że to sóweczka, choć teren zupełnie do niej nie pasował. Uznałem więc, że musiało mi się przesłyszeć, albo gdzieś przy domach po prostu coś zapiszczało – powiedział leśnik, i jak dodaje:
Gdy zapadła ciemność i znalazłem się bliżej miejsca, z którego wcześniej dobiegał ten głos, ptak odezwał się ponownie. Wryło mnie w ziemię
Przełom nastąpił w czerwcu
Do Tomasza Sczansnego dołączył Sławek Rubacha, ornitolog i prezes Stowarzyszenia Ochrony Sów. Przełom nastąpił z końcem czerwca 2025 r., kiedy to ornitolodzy stwierdzili obecność pary lęgowej. W kolejnych dniach poszukiwanio dziupli, ostatecznie odnaleziono ją w olszy czarnej, w połowie lipca.
Jak się okazało w dziupli mieszkała para syczków – samiec w odmianie szarej i samica w odmianie rudej. Wspólnie opiekowała się potomstwem. Na początku, tuż po wykluciu samica ogrzewała pisklęta, zaś samiec przynosił pokarm – nawet do stu razy w ciągu jednej nocy. Jak donoszą Lasy Państwowe – lęg zakończył się sukcesem.
Dzięki zastosowaniu termowizji oraz fotopułapki udało się określić terytorium łowieckie ptaków, zarejestrować moment opuszczenia dziupli przez młodego osobnika oraz udokumentować jego karmienie poza gniazdem
Od tego czasu syczek zmienił swój status z zalatującego sporadycznie na lęgowy.