-
Norwegia zwiększyła limit połowów płetwali karłowatych do 1641 sztuk na 2026 r., mimo niskiego krajowego popytu na mięso wielorybów.
-
Około jedna trzecia mięsa trafia do Japonii, reszta jest sprzedawana turystom jako lokalne przysmaki oraz jako karma dla psów.
-
W 2025 r. spośród 429 zabitych wielorybów 287 stanowiły samice, z czego około 60 proc. było ciężarnych, a według danych co najmniej jeden na pięć wielorybów nie ginie natychmiast po trafieniu harpunem.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Norwegia robi coś, z czego większość świata wycofała się dekady temu. Na początku kwietnia ruszył tam kolejny sezon komercyjnych polowań na wieloryby. Kraj pozostaje jednym z zaledwie trzech, obok Japonii i Islandii, które wciąż zabijają wieloryby dla zysku, mimo moratorium Międzynarodowej Komisji Wielorybniczej z lat 80. XX w. Norwegia od początku odrzucała ten zakaz.
Skala jest duża. Od tamtej pory Norwegia zabiła ponad 16 tys. wielorybów, więcej niż Japonia i Islandia. W 2026 r. rząd dopuścił odstrzał 1641 płetwali karłowatych. To o 235 więcej niż rok wcześniej. Oficjalnie chodzi o „zrównoważone zarządzanie” zasobami morskimi. W praktyce tegoroczny limit znów znacząco przewyższa rzeczywistą skalę połowów.
W 2025 r. w polowaniach uczestniczyło 10 statków, a zabito 429 wielorybów. To znacznie mniej niż dopuszczał limit. Ta rozbieżność powtarza się od lat i coraz wyraźniej pokazuje, że przemysł wielorybniczy w Norwegii działa nie dlatego, że stoi za nim realny rynek, lecz dlatego, że państwo podtrzymuje go politycznie.
„W Norwegii nie ma zapotrzebowania na to mięso” mówi portalowi Inside Climate News Lottie Pearson, norweska aktywistka z brytyjskiej organizacji Whale and Dolphin Conservation. Potwierdzają to dane. Według sondażu z 2024 r., przeprowadzonego przez norweską organizację ochrony zwierząt NOAH, regularne jedzenie mięsa wieloryba deklaruje tylko 1 proc. mieszkańców kraju.
Norwegia zwiększa limity, choć popyt na mięso wielorybów spada
Skoro Norwegowie nie chcą tego mięsa, trzeba szukać innych odbiorców. Około jedna trzecia trafia do Japonii. Reszta jest coraz agresywniej promowana w samej Norwegii jako lokalny przysmak. Kate O’Connell z Animal Welfare Institute, organizacji zajmującej się ochroną zwierząt morskich, zwraca uwagę, że ten obraz ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. „Wymyślili niedawno hot dogi, hamburgery i kiełbasy z wieloryba żeby skusić turystów” mówi portalowi ICN.
Pakowane produkty z mięsa wieloryba sprzedawane są w lotniskowych sklepach z pamiątkami jako „Viking snacks”. Co najmniej jedna firma, Myklebust Hvalprodukter, sprzedaje surowe i liofilizowane mięso wieloryba dla psów, a także butelki z olejem wielorybim reklamowanym jako środek poprawiający połysk sierści. Produkty trafiają również do środowiska miłośników psich zaprzęgów, gdzie mięso ma rzekomo pomagać zwierzętom regenerować łapy po treningach i zawodach.
Do tego dochodzi kwestia zdrowotna. Analiza z 2024 r., przygotowana przez Animal Welfare Institute, Whale and Dolphin Conservation oraz NOAH, wykazała obecność PFOS, czyli jednej z grup tzw. wiecznych chemikaliów, we wszystkich badanych próbkach mięsa wieloryba. Substancje te kumulują się w organizmie i są wiązane m.in. z uszkodzeniem wątroby oraz nowotworami.
Mimo tego norweski rząd i branża próbują przedstawiać wielorybnictwo jako element nowoczesnej, lokalnej i zdrowej gospodarki żywnościowej. Organizacje pozarządowe odpowiadają, że to próba opakowania starego przemysłu w język ekologii, dobrostanu i zrównoważonego rozwoju.
Zabijane są głównie samice, często ciężarne
Polowania odbywają się głównie od kwietnia do września, na północnym wybrzeżu Norwegii i na Morzu Barentsa. To właśnie tam płetwale karłowate przypływają latem, by żerować. Statki wielorybnicze raportują dane elektronicznie do Dyrekcji Rybołówstwa. Nie ma jednak obowiązkowego, niezależnego monitoringu na pokładach. A to oznacza, że opinia publiczna widzi niewiele.
Dane z poprzedniego sezonu pokazują jeszcze jeden problem. Spośród 429 zabitych w 2025 r. wielorybów aż 287 stanowiły samice. Około 60 proc. z nich było ciężarnych. „To głównie one padają ofiarą polowań, bo przebywają bliżej brzegu i łatwiej je złapać” – mówi Siri Martinsen, lekarka weterynarii i szefowa organizacji NOAH.
Norweski Komitet Naukowy ds. Żywności i Środowiska ostrzegał już w ocenie ryzyka z 2019 r., że zabijanie samic może ograniczać tempo wzrostu populacji i destabilizować ją w dłuższym okresie. Problem staje się jeszcze poważniejszy w warunkach ocieplającego się oceanu, kiedy zmienia się rozmieszczenie pokarmu i część zwierząt może mieć trudności z wyżywieniem się.
Peter Carr z londyńskiej Endangered Species Protection Agency, który śledzi norweskie statki wielorybnicze, mówił o doniesieniach dotyczących wychudzonych zwierząt obserwowanych w ubiegłym roku. „Ewidentnie niedojadały przez zimę”mówi Carr.
Wielorybnictwo a klimat, ekosystem i cierpienie zwierząt
Norweskie władze twierdzą, że polowania są zrównoważone. Rzecznik Ministerstwa Handlu, Przemysłu i Rybołówstwa przekonywał w odpowiedzi dla Inside Climate News, że „populacja płetwali karłowatych jest zarządzana w sposób zrównoważony”, a rzeczywiste połowy pozostają niższe od limitów. Krytycy odpowiadają, że sama skala handlu nie przesądza o nieszkodliwości tego procederu.
Wieloryby pełnią realną funkcję w ekosystemie. Według NOAA Fisheries pojedynczy wieloryb może związać w ciągu życia około 30 ton dwutlenku węgla. Dla porównania dąb w ciągu setek lat pochłania około 12 ton. Gdy wieloryb umiera i opada na dno, ten węgiel może pozostać tam przez setki albo tysiące lat. Zwierzęta te wspierają też produkcję fitoplanktonu poprzez składniki odżywcze uwalniane wraz z odchodami, a fitoplankton pochłania CO2 i stanowi podstawę morskiego łańcucha pokarmowego.
Badanie norweskiego Institute of Marine Research z 2025 r. wykazało, że na północnych żerowiskach, takich jak Morze Norweskie i Morze Barentsa, płetwale karłowate, humbaki i inne fiszbinowce mogą latem zwiększać produktywność oceanu nawet o 10 proc. Carla Freitas, współautorka tego badania, podważa często powtarzany przez polityków argument, że wieloryby „zjadają za dużo ryb”. „Pokazaliśm, że wieloryby nie tylko nie zmniejszają liczby ryb w oceanie, ale przyczyniają się do funkcjonowania zrównoważonego, zdrowego ekosystemu”.
Jest też kwestia cierpienia. Norweskie przepisy wymagają, by metody polowania nie powodowały niepotrzebnego bólu. Organizacje ochrony zwierząt odpowiadają, że w praktyce nie da się tego zapewnić. Według danych przywoływanych przez NOAH co najmniej jeden na pięć wielorybów nie ginie natychmiast po trafieniu harpunem z ładunkiem wybuchowym. Mediana czasu śmierci w tej grupie wynosi sześć minut. Zdarzają się przypadki dużo dłuższe. Peter Carr opowiada o zwierzęciu, które konało 26 minut. Kate O’Connell ujmuje to bez ogródek: „Nie ma sposobu na uczynienei wielorybnictwa humanitarnym”.