-
W wyniku niecodziennych ulew w Ameryce Środkowej w lasach pojawiły się liczne czerwone kule wyrastające ze ściółki.
-
Langsdorffia to rzadko występująca roślina pasożytnicza z rodziny gałecznicowatych, rozwijająca się na korzeniach innych roślin.
-
Botanicy podkreślają, że proces jej rozmnażania jest słabo poznany, a wyjątkowy wysyp czerwonych kul daje możliwość zdobycia nowych informacji o tym gatunku.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Langsdorffia jest relatywnie rzadka i mało widoczna. Nie ma wiele okazji, aby zauważyć jej kuliste kwiatostany wydostające się na powierzchnię ziemi. Tak dzieje się w Ameryce Środkowej teraz, po bezprecedensowych ulewach, które skłoniły te niezwykłe rośliny do kwitnienia. Wtedy langdorffia wypuszcza swe bulwiaste kwiatostany w czerwonym kolorze. Wyskakują ona spod ziemi niczym tajemnicze, jaskrawe kule.
Czerwone leśne kule to pasożyt spokrewniony z jemiołą
To świadczy o obecności pasożyta i jednej z najbardziej niesamowitych roślin, jakie istnieją na świecie. Langsdorffia hypogaea należy do gałecznicowatych, czyli rodziny obejmującej bezzieleniowe sandałowce wyspecjalizowane w pasożytnictwie. Sandałowcem jest także nasza polska jemioła pospolita.
Langsdorffia działa jednak inaczej niż jemioła. Gdy nasiono tej rośliny pada na podatny grunt, wyrasta z niego nieduża bulwka i szybko przywiera do korzeni innej rośliny, na której będzie pasożytować. Stymuluje tkankę korzeni tego żywiciela, by się rozrosły, oplotły ją albo wchłonęły. Kulista langsdorffia będzie się teraz rozwijała w korzeniach swej ofiary, czerpiąc z jej substancji odżywczych.
Nie wytworzy niemal żadnych części typowych dla innych roślin, ani rozbudowanych własnych tkanek, ani organów. Nie przeprowadza fotosyntezy, polega na żywicielu takim jak spore drzewo, np. dąb, fikus czy inny. Dopiero gdy nadchodzi pora kwitnienia i rozmnażania się, ze ściółki wyłaniają się te czerwone kule stanowiące kwiatostan przebijający się przez grunt.
Czekają na zapylenie, ale w gruncie rzeczy nie wiemy dokładnie, co je zapyla. Może to jakieś owady, może mrówki czy chrząszcze. Pokrewne gałecznicowate wytwarzają podczas kwitnienia fetory przyciągające owady takie jak muchówki, zatem w wypadku langsdorfii mogą wchodzić w grę jacyś nietypowi zapylacze. W każdym razie – zwierzęta, a nie wiatr zapylają roślinę, o czym świadczy budowa tych kwiatostanów.
To unikalna szansa przyjrzeć się rozwojowi pasożyta
Naukowcy twierdzą wręcz, że nie wiedzą w zasadzie nic na temat biologii rozrodu tej rośliny, co jest zaskakujące jak na XXI w. i jakie dziś mamy możliwości obserwacji. Stąd wysyp czerwonych kul langsdorfii w wielu miejscach środkowoamerykańskich lasów to rzadka okazja do poszerzenia wiedzy o roślinie zwanej „leśnym wampirem”.
Według botaników nie ma w tym określeniu przesady, gdyż langsdorffia jest pasożytem całkowitym, schowanym w pełni pod ziemią i w korzeniach żywiciela. Rośliny nie kojarzą się nam raczej z takim sposobem życia, bez fotosyntezy, chlorofilu i z pominięciem światłą słonecznego, ale langsdorffia zdecydowała się na taką właśnie nietypową ewolucję rozwoju.

Pasożyt tworzy pod ziemią unikalny system zintegrowanej struktury tkanek własnych i żywiciela, zrośniętych ze sobą i stanowiących niemal jeden organizm. Taka zintegrowana tkanka może zajmować nawet metr czy dwa metry kwadratowe pod ziemią.
Żeby było jeszcze ciekawiej, langsdorffia zakwita w porze suchej, gdy większość roślin brunatnieje i ma problem z kumulacją wody. Tymczasem ona przez miesiące rozrostu pod ziemią gromadzi pozyskane od żywiciela składniki odżywcze i czeka na ulewne deszcze.
Uważa się, że obfite opady deszczu poprzedzające porę suchą stymulują system korzeniowy żywiciela pasożyta, a że jest on z nim zintegrowany, pobudza to langsdorffię do wytworzenia kwiatostanów i przebicia się z nimi przez powierzchnię gruntu. Jest to zjawisko doprawdy spektakularne i w pewnych miejscach może wyglądać jak kobierzec kul niewiadomego pochodzenia, jakby z innej planety.