W Interii ujawniliśmy przypadek lekarza, który w powiatowym szpitalu w Braniewie w 2024 roku zarobił prawie 1 mln 800 tys. Wykazywał, że jego doba miała nawet 72 godziny, a on pracował w kilku miejscach jednocześnie. W tym samym czasie, kiedy lekarz przedstawiał rekordowe rozliczenia, za nadzór nad szpitalem odpowiadały m.in. osoby mające rodzinne powiązania.
– Dokumenty przez lata przechodziły przez kilka szczebli organizacyjnych i nikt nie zatrzymał rozliczeń, w których doba miała 48, 62, a nawet 72 godziny – powiedział Interii aktualny starosta powiatu braniewskiego Leszek Dziąg.
Lekarz odszedł ze szpitala w ubiegłym roku, bo dopiero nowa prezes nie zgodziła się na rozliczanie według zastanego modelu.
Całą sprawę opisaliśmy w artykule: Lekarz rekordzista i „rodzina na swoim”. Historie z powiatowego szpitala.
Szpital – największy pracodawca w regionie zależny od polityki
Zdaniem rzecznika Naczelnej Izby Lekarskiej, przykład braniewskiego szpitala „jak w soczewce pokazuje jedną z przyczyn patologii wykrywanych w szpitalach powiatowych czy miejskich, należących do władz samorządowych”
– Nadzór nad nimi bywa fikcją – mówi wprost Jakub Kosikowski.
– Placówki te są zazwyczaj największymi pracodawcami w regionie, przez co stają się silnie zależne od lokalnych polityków. W efekcie dochodzi do sytuacji, w których nikt rzetelnie ich nie kontroluje, co pozwala na realizację partykularnych interesów. Zatrudnienie znajduje tam nie tylko ten, kto jest realnie potrzebny, ale także ten, kogo zatrudnić należy ze względów politycznych – komentuje.
NIL: Lekarze nie rozliczają się sami ze sobą
Rzecznik NIL podkreśla, że „lekarze nie rozliczają się sami ze sobą”.
– Cały proces przechodzi przez wiele rąk. Ktoś zatwierdza grafik z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, ktoś inny sprawozdaje go jako wykonany, a kolejna osoba zatwierdza fakturę do wypłaty. Do tego ktoś musiał wcześniej podpisać umowę umożliwiającą lekarzowi bilokację czy – w skrajnych przypadkach – trilokację – wylicza.
Kosikowski zwraca uwagę, że system rzeczywiście zmusza lekarzy do pracy w dwóch miejscach jednocześnie. – Zdarza się, że ze względu na braki kadrowe lekarz dostaje do obsadzenia dwa oddziały jednocześnie. NIL od wielu lat domaga się delegalizacji takich praktyk – podkreśla.
I przypomina: „Kiedy w 2018 roku podnosiliśmy tę kwestię usłyszeliśmy od ówczesnego resortu zdrowia, że nie ma możliwości zdelegalizowania powierzania lekarzowi dyżurnemu pod opiekę pacjentów kilku oddziałów”.
Rzecznik NIL ostro: To już patologia do kwadratu
Jakub Kosikowski zwraca jednak uwagę, że w przypadku Braniewa, lekarz łączył obowiązki, które są fizycznie niemożliwe do połączenia.
– Lekarz nie może pracować w karetce i na oddziale jednocześnie, bo jeśli wyjeżdża, nie może w razie potrzeby natychmiast interweniować na oddziale – podkreśla.
Przypomnijmy, że jak powiedziała nam obecna prezes szpitala Agnieszka Grzelak, lekarz rekordzista wykazywał, że przez 24 godziny jeździł w karetce i jednocześnie zabezpieczał oddział chirurgii lub świadczył usługi w ramach nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. Tak kreatywne grafiki układał sam jako dyrektor ds. lecznictwa.
W szpitalu miało dochodzić do sytuacji, kiedy personel medyczny nie mógł zlokalizować rzeczonego lekarza. – Nieraz nie mogliśmy go znaleźć. Pamiętam, jak pacjent z „nocnej świątecznej” czekał przez całą noc, żeby ten lekarz zszedł i go zbadał, ale się nie zjawił -powiedziała nam pielęgniarka z wieloletnim stażem w szpitalu.
– Z naszej perspektywy obsługa kilku oddziałów przez jedną osobę w ramach tego samego podmiotu to i tak patologia, ale poniekąd wymusza ją system. Natomiast sytuacja, w której lekarz jest jednocześnie w szpitalu i poza nim, to już patologia „do kwadratu” – kwituje rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.
Jolanta Kamińska-Samolej (kontakt do autorki: [email protected])