Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Świat

Donald Trump i ceny paliw. USA wpadły w pułapkę przed wyborami

Przez Pokój Prasowy16 października, 20267 min odczytu

  1. Inflacja w USA rośnie. Amerykanie zaczynają się bać

  2. Naftowe supermocarstwo

  3. Paradoks Trumpa

  4. Ropa drożeje, ale desperacja każe zapłacić każdą cenę

Zajmująca się od 1956 r. badaniami opinii publicznej firma Harris Poll przeprowadziła na przełomie września i października pogłębiony sondaż wśród wyborców w USA. Usiłowano w nim dociec, co najmocniej ich uwiera. Zleceniodawca, czyli dziennik „The Guardian” upublicznił wyniki 15 października.

Jak czytamy: „Większość ankietowanych była pesymistycznie nastawiona do gospodarki, przy czym trzy czwarte Amerykanów deklaruje obawy przed recesją, a 61 proc. błędnie uważa, że Stany Zjednoczone już ją przeżywają”. Błędnie, bo wskaźniki makroekonomiczne temu przeczą, zaś wzrost PKB ma wynieść w tym roku w Stanach Zjednoczonych ok. 2,3 proc.

Tym samym ludziom zadano pytanie: „Myśląc o nadchodzących wyborach do Kongresu, jakie kwestie są dla ciebie dziś najważniejsze?”. Najwięcej i to aż 67 proc. wskazało na ceny paliw. Tyle samo na ceny artykułów spożywczych, a 60 proc. na koszty życia.

Te trzy, najbardziej bolące amerykańskich wyborców kwestie, są związane z serią wstrząsów przetaczających się przez rynki paliw. Za ich sprawą galon benzyny w USA kosztował w tym tygodniu średnio 4,33 dolara, gdy rok temu było to 3,22 USD.

Jeszcze więcej powodów do zgrzytania zębami mają tankujący olej napędowy. Rok temu płacili za galon 2,52 dolara, a dziś średnio 6,17 USD.


Rafineria Chevronu w KaliforniiDamian Dovarganes© 2026 Associated Press


Inflacja w USA rośnie. Amerykanie zaczynają się bać


Jednocześnie te same osoby coraz więcej zapłacą za żywność, bo jak to zwykle bywa, jej ceny podążają za rosnącymi kosztami transportu i energii.

Wedle danych opublikowanych 14 października przez federalną agencję statystyczną Bureau of Labor Statistics (BLS) inflacja w USA rośnie. Obecnie w ujęciu rocznym wynosi ok. 3,7 proc. Przy czym ten sam raport mówi, że: „Indeks cen żywności wzrósł o 2,5 proc. w ciągu ostatniego roku”. To nie jest dużo, ale amerykańskie społeczeństwo nie przywykło do inflacji i wzrostu cen. Ostatni raz naprawdę wysoką, bo dwucyfrową inflację doświadczono w Stanach Zjednoczonych w 1980 r.

O sile lęku przed rosnącymi kosztami życia najlepiej świadczy wynik ostatnich wyborów prezydenckich. Ekonomista polityczny z uniwersytetu Johnsa Hopkinsa prof. David A. Steinberg poświęcił temu zagadnieniu całą książkę pt. „The Impact of Inflation on Support for Kamala Harris in the 2024 Presidential Election”. Analizy sondaży i pogłębionych badań opinii publicznej wskazały, iż rosnąca inflacja podważyła zaufanie wyborców do prezydenta Joe Bidena, wiceprezydent Kamali Harris oraz Partii Demokratycznej. Żaden inny czynnik nie wpływał wówczas równie mocno na wyborcze decyzje.

„Kiedy ludzie myśleli o inflacji, ich poparcie dla Partii Demokratycznej spadało” – pisze prof. Steinberg. Wynosiła ona wówczas momentami 9 proc., zatem o wiele więcej niż obecnie. Jednak Donaldowi Trumpowi udało się sprawić, że obywatele, tankując samochód, znów myślą właśnie o niej.

Naftowe supermocarstwo


Decyzje podjęte w tym roku przez prezydenta Trumpa trafią na karty książek poświęconych historii ekonomii. Oto USA są obecnie największym na globie producentem oraz eksporterem ropy naftowej. Raporty U.S. Energy Information Administration (EIA) mówią, że w połowie października wydobywano tam ponad 13,9 mln baryłek dziennie. Oznacza to, że Stany Zjednoczone produkują najwięcej ropy naftowej nie tylko na świecie, ale też w całej swej historii. Od sześciu miesięcy ustanawiane są na tym polu kolejne rekordy wszech czasów. Między dniem uderzenia na Iran a połową października udało się zwiększyć wydobycie o całe pół miliona baryłek.

Prawie 5 mln baryłek trafia dziennie na eksport. To sprawia, że USA zyskały tytuł największego eksportera ropy na świecie, wyprzedając wiecznego lidera, jakim od dekad była Arabia Saudyjska.

Podobnie rzecz się ma z najdroższym na stacjach benzynowych w Ameryce olejem napędowym. Przez pół roku tamtejsze rafinerie zwiększyły jego dzienną produkcję z 4,8 mln baryłek do ok. 5,2 mln. Amerykanie spalają ok. 3,8 mln, a reszta trafia na eksport. Dzięki temu USA są obecnie największym eksporterem również tego ropopochodnego wyrobu.

Na tym lista tegorocznych rekordów wcale się nie kończy. Podążając śladem raportów EIA, dowiemy się, że amerykańskie rezerwy strategiczne ropy naftowej w połowie października 2026 r. znalazły się na rekordowo niskim poziomie. Od czasu uderzenia na Iran systematycznie maleją. Są one bowiem systematycznie rzucane na rynek, by tak obniżyć ceny paliw dla konsumentów. Mimo to są one wciąż rekordowo wysokie.


Duży parking z kilkoma samochodami, budynek restauracji Arby’s, stacja benzynowa Love’s oraz elektroniczny szyld z cenami paliw; w tle ruchliwa droga z licznymi pasami ruchu i mostem.

Stacja paliw w Teksasie – zdjęcie z majajulio cortez© 2026 Associated Press


Paradoks Trumpa


Obecnemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych udało się sprokurować rzecz niecodzienną. Naftowe supermocarstwo produkuje i eksportuje rekordowe ilości paliw, a jednocześnie stały się one rekordowo drogie dla jego obywateli. Zatem ich obawy i niezadowolenie przekładają się na rekordowo niskie poparcie dla Donalda Trumpa.

Na dokładkę może być jeszcze gorzej, jeśli strategiczne rezerwy ropy wciąż będą malały w takim tempie. Grozi to bowiem utraceniem przez rząd federalny zdolności do reagowania na skoki cen i ich łagodzenia, co natychmiast przełożyłoby się na nastroje wśród obywateli.

Ów paradoks prezydent Trump stworzył jednym, beztroskim ruchem, godząc się na propozycję premiera Benjamina Netanjahu, by wspólnie zaatakować Iran. Tak wszczął wojnę, której Stany Zjednoczone nie potrafią ani szybko wygrać, ani też szybko zakończyć, nie tracąc przy tym twarzy i wpływów w Zatoce Perskiej. 28 lutego 2026 r. Donald Trump pchnął kostki domina, uruchamiając kolejne zależności, zazębiające się tak, aby na koniec wygenerować ów „paradoks Trumpa”.

Cóż bowiem z tego, że Stany Zjednoczone są paliwowym supermocarstwem, skoro ceny benzyny i diesla na tamtejszych stacjach benzynowych są ściśle powiązane ze światowymi. Te zaś udaje się Iranowi do spółki z rebeliantami Huti utrzymywać na bardzo wysokim poziomie. Dzieje się tak, ponieważ islamska republika nie utraciła zdolności do skutecznego atakowania tankowców przepływających przez cieśninę Ormuz oraz instalacji naftowych w całym regionie.

Podobnie Huti systematycznie udowadniają, iż potrafią zadawać bolesne ciosy Arabii Saudyjskiej. Ten stan rzeczy powoduje, że przy zakupie każdej baryłki ropy na globie doliczane są do niej koszty ryzyka.

Ropa drożeje, ale desperacja każe zapłacić każdą cenę


Stany Zjednoczone nie są w stanie wydostać się z tej pułapki. Tworzą ją wzajemne zależności. Amerykański przemysł naftowy stał się rekordowym eksporterem, bo zdesperowani odbiorcy w Azji i Europie zapłacą za ropę i uzyskiwane z niej produkty niemal każdą cenę, a na pewno wyższą niż amerykańscy.

Oczywiście rząd i Kongres USA mogłyby wprowadzić całkowity zakaz eksportu (co zresztą postulowało spore grono kongresmenów z Partii Demokratycznej), ale wówczas cios dla światowej gospodarki byłby tak bolesny, że firmy ze Stanów Zjednoczonych oberwałyby rykoszetem. Poza tym z racji sieci zależności i popytu wewnętrznego rafinerie w USA potrzebują dziennie ok 6 mln baryłek ropy sprowadzanej z zagranicy. Zakaz eksportu mógłby zaowocować problemami z importem, ponieważ spanikowany świat łatwo wchłonąłby wspomniane baryłki.

Zatem Donald Trump rozważał jedynie zakaz wywozu najdroższego obecnie oleju napędowego. Na paliwie tym opiera się transport towarów i jest niezbędne dla maszyn rolniczych. Poza tym tak się składa, że jego ceny szczególnie mocno biją po kieszeni wyborców ze stanów, w których tradycyjnie głosuje się na republikanów.

Na moment więc z przerażenia zamarła Europa, bo i tu wysokie ceny diesla stały się zmorą dla gospodarki. Na szczęście zagrożenie zażegnał list 30 potężnych amerykańskich organizacji branżowych i biznesowych, przekazany na ręce prezydenta.


Mężczyzna w ciemnym garniturze i czerwonym krawacie stoi przy krzaczastych zielonych roślinach obok białych kolumn budynku, unosząc dłoń w geście; drugi mężczyzna w garniturze obserwuje go z bliska.

Prezydent USA Donald Trump przed Białym DomemJulia Demaree Nikhinson© 2026 Associated Press – zdjęcia


Świat biznesu kadził Trumpowi i apelował o niewprowadzanie zakazu, lecz gdyby prezydent nie posłuchał, wówczas ci sami ludzie zaczęliby przekazywać pieniądze Partii Demokratycznej na obecną kampanię wyborczą. Być może sprawiając, że prognozowane zwycięstwo demokratów okazałoby się miażdżące i republikanie utraciliby większość nie tylko w Izbie Reprezentantów, ale też w Senacie. Taka zmiana otwierałaby przed zwycięzcami możliwość blokowania wszelkich poczynań politycznych prezydenta oraz pomyślenia nawet o wszczęciu procedury impeachmentu.

Zdesperowany Trump uległ presji i zamiast nałożyć embargo na diesel zmusił przywódców krajów Unii do rozpoczęcia uwalniania europejskich rezerw oleju napędowego. Następnie zawarł deal z Putinem i Rosja zobowiązała się do sprzedaży oleju napędowego Stanom Zjednoczonym oraz dostarczania go zagranicznym odbiorcom.

Jednakże z powodu zniszczeń uczynionych w rosyjskich rafineriach przez ukraińskie drony nie za bardzo jest w stanie to robić. Ale nawet gdyby była w stanie, to do wyborów w USA zostało zbyt mało czasu, by mogło to znacząco obniżyć ceny diesla na stacjach paliw w Ameryce (w ciągu tygodnia spadły średnio o całe dwa centy).

Mimo to Donald Trump zyskał – w jego mniemaniu – jeden atut. Mianowicie winę za paradoks, który stworzył, może zwalić na Ukraińców. Cała koncepcja ma jedną słabą stronę. Amerykański wyborca nie zdoła wlać ukraińskiej winy zamiast paliwa do baku.

Andrzej Krajewski

Czytaj Dalej

Wojna na Ukrainie. Leon XIV rozmawiał z Putinem, wskazał konkretne miasto

Łukaszenka stanął w obronie Zełenskiego. „To nie Trump będzie dyktował”

Relacje Ukraina-Węgry. Peter Magyar zapowiada reset

Wirus Zachodniego Nilu. Nowe dane, ponad 100 zgonów w Europie

Ukraina. Kończą się zapasy pocisków do systemu Patriot. Doniesienia mediów

„The Economist”: Pierwsze takie dane o najbogatszych rodzinach w USA

Ukraina. Pasażerowie ewakuowali się z pociągu, ten odjechał. Fala oburzenia

Wojna na Ukrainie. Putin ograł Trumpa. Zełenskiemu kończy się cierpliwość

AI masowo tworzy spoty reklamowe. Wiemy, jaka jest ich skuteczność

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.