-
Realna Godzilla to Dakosaurus, morski drapieżnik z grupy krokodylomorfów, który żył na przełomie jury i kredy około 140-150 mln lat temu.
-
Zwierzę to było całkowicie przystosowane do życia w wodzie, a jego odnóża w procesie ewolucji przekształciły się w płetwy.
-
Szczątki dakozaurów znajdowano w Europie, w tym zęby odkryte na terenie Jury Krakowsko-Częstochowskiej, oraz w Argentynie.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Japońska „Godzilla” powstała w 1954 r. To wtedy Ishirō Honda stworzył pierwszy, jeszcze czarno-biały film o potworze, który wyłania się z wód Pacyfiku, wychodzi na brzeg i demoluje Tokio.
Skąd wziął się pomysł na Godzillę?
To monstrum robiło wtedy ogromne wrażenie, a film stał się klasyką kina i stworzył jedną z najbardziej rozpoznawalnych popkulturowo poczwar w dziejach kinematografii, nieodłącznie kojarzący się do dziś z Japonią.
Ishirō Honda wpadł na pomysł stworzenia potwora w 1946 r., gdy pracował przy odgruzowywaniu ruin Tokio. Pod koniec wojny zostało ono obrócone w perzynę przez amerykańskie bombowce B-29 Superfortress.
Jeden tylko nalot na Tokio w nocy z 9 na 10 marca 1945 r. wykonany przez blisko 300 amerykańskich maszyn zrzucił na Tokio aż 667 ton bomb zapalających i okazał się największym konwencjonalnym nalotem na jakiekolwiek miasto świata.
Tokio w zasadzie przestało istnieć, a liczba ofiar jest trudna do oszacowania. To od 60 do nawet 83 tys. zabitych, co oznacza, że ten nalot przyniósł większe straty niż bomby jądrowe zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki.
Nowe filmy o Godzilli naruszają japońskie tabu o 1945 r.
Gdy Ishirō Honda zobaczył ogrom zniszczeń po horyzont, wpadł na pomysł filmu o niszczycielskiej sile miażdżącej wielkie miasto, której nie da się powstrzymać. Adaptacja „Godzilla Minus One” z 2023 r. pokazuje właśnie ruiny spalonego Tokio, w którym po zakończeniu wojny próbują żyć niczym szczury ostatni ocalali.
Film Takashi Yamazakiego to nie tylko nowa wersja „Godzilli”, ale też poruszenie tabu, które nie pozwalało dotąd mówić głośno o roku 1945 i konsekwencjach wojny, którą Japonia rozpętała cztery lata wcześniej.
Teraz na ekrany weszła druga część filmu Takashi Yamazakiego, czyli „Godzilla Minus Zero”, pokazująca dalsze losy bohaterów w 1949 r. i ukazująca raz jeszcze wielkiego potwora, stanowiącego ważny element japońskiej kultury współczesnej. Godzilla to emanacja japońskich lęków i traum powojennych, ale nie tylko.
Ten potwór odcisnął tak wielkie piętno na całej kulturze światowej, że zaczął być wykorzystywany także w innych celach.
Filmowa Godzilla miała wykluć się z jaj waranów
W myśl filmowego oryginału Godzilla była bestią nieznanego pochodzenia. Kolejne wersje ukształtowały pogląd, że powstała z napromieniowanych podczas prób nuklearnych na Pacyfiku jaj waranów.
Japończycy nie byli skłonni w latach pięćdziesiątych wchodzić w konflikty z Amerykanami, którzy do 1952 r. okupowali ten kraj, więc fabuła wskazała na próby francuskie. Francuzi przeprowadzali testy jądrowe na atolach Pacyfiku, takich jak Mururoa. I to one miały uformować Godzillę, co uzasadnia obecność agentów francuskiego wywiadu z Jeanem Reno na czele w filmie „Godzilla” z 1998 r.

Filmowo zatem Godzilla jest gigantycznym waranem, ale w rzeczywistości bliżej jej było do krokodyli. Godzilla bowiem istniała naprawdę i została odkryta w połowie XIX w. Wtedy to w ręce niemieckiego geologa i paleontologa Friedricha Augusta von Quenstedta trafiły skamieniałe szczątki wykopane w formacji skalnej Mörnsheim w Bawarii w Niemczech.
W tym czasie trwał w Europie wielki boom na skamieliny, które znajdowano w kopalniach i kamieniołomach. Wykopaliska Mörnsheim koło Solnhofen leżały w połowie drogi między Monachium a Norymbergą i to tam znaleziono chociażby skamieniały odcisk legendarnego praptaka – archeopteryksa. Godzilla żyła mniej więcej na tym samym obszarze i w tym samym czasie, co on – w Niemczech i Szwajcarii, na przełomie jury i kredy, czyli jakieś 140-150 mln lat temu.
Potwór znany jako Dakosaurus zwany jest Godzillą
Godzilla to nadany zwierzęciu przydomek, bowiem jego naukowa nazwa brzmi Dakosaurus. Pierwotnie uważano, że to megalozaur, pierwszy znaleziony w Niemczech – zatem zwierzę, na bazie którego w 1842 r. powstała w ogóle nazwa „dinozaur”.
Von Quenstedt naprawił ten błąd poprzedników. Niemiecki badacz słusznie założył, że to nie zwierzę lądowe, ale morskie. Co więcej – przedziwny krewniak krokodyli czy tez raczej ich przodków.

Dakozaur, zwany Godzillą, nie był typowym krokodylem. Mierzył pięć metrów, należał do krokodylomorfów, zatem do rozległej grupy obejmującej krokodyli i ich krewnych z ery mezozoicznej, także krewnych morskich. Dakozaur takowym był – jego nogi przekształciły się w płetwy jak u wielorybów. Zwierzę było całkowicie związane z wodą i nie wychodziło na ląd. Ani Japonii, ani Polski.
Tak, żyło też na terenie dzisiejszej Polski. Szczątki tego zwierzęcia znajdowano w skałach na terenie Niemiec, Szwajcarii, Francji, Anglii, ale zęby odkopane w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej mogły należeć właśnie do dakosaurów. Do Godzilli.
Szczątki innego gatunku dakozaura odnaleziono też w 1996 r. w Argentynie. To Dakosaurus andiniensis, którego Diego Pol z Uniwersytetu Stanowego w Ohio nazwał „najdziwniejszym zwierzęciem, jakie kiedykolwiek widział” – krokodylem o ciele ryby i czaszce filmowej Godzilli oraz zębach dinozaura czy orki.
Dakozaur miał pysk zaokrąglony i wielki, o ogromnych zębiskach. Greckie słowo „dako” znaczyło właśnie potężne ugryzienie, bowiem – jak to zapisał von Quenstedt – „denn wenige kommen seinem furchtbaren Gebiss gleich”, czyli „niewiele stworzeń mogło się równać z tymi zębami”.