Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Polska

Koalicja antybalistyczna. Ukraina wycięła Polskę? To tylko część prawdy

Przez Pokój Prasowy20 lipca, 20268 min odczytu

– Czy może być w tym element niechęci Ukraińców do nas? Oczywiście, że może – mówi Interii dobrze zorientowany w temacie przedstawiciel Ministerstwa Aktywów Państwowych. I dodaje: – Na pewno ukraińska niechęć jest pokłosiem decyzji o odebraniu orderu Zełenskiemu, bo to była opcja atomowa. Nie sądzę jednak, żeby mogli cokolwiek blokować w tej koalicji.

To samo źródło zapewnia, że „decyzja o tym, że nie weszliśmy do tej koalicji na etapie ogłoszenia, była nasza”. – Nie było decyzji o nieprzystąpieniu do koalicji, po prostu nie została podjęta przez nas decyzja o przystąpieniu – precyzuje. – Przyglądamy się i analizujemy, czekamy na konkrety. Bez nich nie podejmiemy tej decyzji – podkreśla.

W podobnym tonie sytuację ocenia MON. – Piłka jest po naszej stronie i nie było tutaj żadnego ukraińskiego wykluczania, bo miałem wrażenie, że komentarze idą w tę właśnie stronę – ocenia nasz rozmówca. Ukraińcom wbija natomiast szpileczkę: – Są bardzo pewni siebie, że ten projekt zakończy się sukcesem, ale poziom ukraińskiej pewności siebie jest od pewnego czasu bardzo wysoki. Poczekajmy na efekty.

Projekt Freja. Europejska alternatywa dla Patriotów


Efekty mają być widoczne do końca 2027 roku. A przynajmniej takie zapewnienie 13 maja w Paryżu, podczas szczytu „koalicji chętnych”, złożył prezydent Wołodymyr Zełenski. Ukraina jest zresztą inicjatorem tzw. koalicji antybalistycznej, a pocisk FP-7.x ukraińskiego koncernu Fire Point ma stanowić jeden z głównych elementów nowego systemu obrony powietrznej o nazwie Freja.

Poza Ukrainą w koalicji znajduje się na chwilę obecną dziewięć państw. „My, przywódcy Danii, Francji, Niemiec, Włoch, Norwegii, Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Holandii i Ukrainy, uznajemy rosnące zagrożenie ze strony pocisków balistycznych, a także coraz większe znaczenie zdolności obronnych dla bezpieczeństwa kontynentu europejskiego, ogłaszamy dzisiaj rozpoczęcie prac nad utworzeniem czysto obronnej Antybalistycznej Koalicji Rakietowej” – czytamy w oświadczeniu uczestników nowego porozumienia.

Skąd pomysł na koalicję? Wszystko sprowadza się do amerykańskich systemów obrony przeciwpowietrznej Patriot. Aktualnie to najpopularniejsze, najskuteczniejsze i najbardziej zaawansowane technologicznie tego typu rozwiązanie wśród krajów NATO. Rzecz w tym, że również najdroższe. Najnowocześniej pociski PAC-3 to wydatek rzędu 3,8 mln dol. za sztukę. Dla porównania: jeden pocisk FP-7.x do systemu Freja ma kosztować „tylko” 700 tys. dol., czyli ponad pięciokrotnie mniej.


Prezydenci Ukrainy i Francji: Wołodymyr Zełenski i Emmanuel MacronLUDOVIC MARINAFP


Cena to jednak niejedyny problem z Patriotami. Równie poważnie wygląda kwestia dostępności tego sprzętu. Wojna Stanów Zjednoczonych z Iranem sprawiła, że Amerykanie zużyli ogromną część swojego arsenału pocisków do systemów Patriot, a tamtejszy przemysł zbrojeniowy nie nadąża z uzupełnianiem braków. To przekłada się również na dostępność rakiet dla Europejczyków, a zwłaszcza dla Ukrainy, dla której amerykańskie Patrioty są kluczowym elementem obrony przestrzeni powietrznej przed rosyjskimi atakami.

Swoją rolę odgrywa też polityka. Administracja Donalda Trumpa ma na Starym Kontynencie bardzo kiepskie notowania. Jej nieprzewidywalność i mocarstwowe ambicje popchnęły Unię Europejską i europejskich członków NATO do reaktywowania własnych przemysłów obronnych. Cel jest jasny: uniezależnienie się od kaprysów Wielkiego Brata zza Atlantyku i dążenie do militarnej samowystarczalności. Projekt Freja, choć na razie funkcjonujący bardziej jako mglista obietnica lepszych czasów, ma być ważnym elementem nowej europejskiej strategii obronnej.

Koalicja antybalistyczna, czyli wielkie zapowiedzi i brak konkretów


W teorii wszystko wygląda idealnie: nowy, znacznie tańszy system obrony powietrzna, do tego dostępny już pod koniec przyszłego roku i oparty o europejskie rozwiązania. Haczyk tkwi jednak w szczegółach. A w zasadzie w ich braku.

Rozmówcy Interii z rządu przyznają, że Polska prowadziła rozmowy dotyczące obecności w tzw. koalicji antybalistycznej, ale nie udało się ich doprowadzić do szczęśliwego końca. Jak twierdzą źródła Interii, nagła eskalacja napięcia na linii Kijów-Warszawa to tylko jeden z powodów. Drugim jest to, że strona polska nie uzyskała konkretnych informacji na temat projektu, które pozwoliłyby ocenić zasadność naszego uczestnictwa.

Są bardzo pewni siebie, że ten projekt zakończy się sukcesem, ale poziom ukraińskiej pewności siebie jest od pewnego czasu bardzo wysoki. Poczekajmy na efekty


Mówi źródło Interii w Ministerstwie Aktywów Państwowych: – Pojawia się jakaś inicjatywa, która występuje na razie tylko z nazwy: projekt systemu antybalistycznego. Nie ma na razie żadnego harmonogramu prac, bo nie zostało to określone. Nie ma żadnego podziału zadań. Zostało to po prostu ogłoszone. No i rzecz najważniejsza: z czego ten system ma być zbudowany, bo on został tylko nazwany systemem antybalistycznym, a być może powiela już rzeczy, w które zainwestowaliśmy wcześniej.

Również w MON słyszymy, że chociaż nowa inicjatywa wywołała wielkie emocje, to bez konkretów trudno ocenić jej realny potencjał i wartość dla polskiej armii i polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Zwłaszcza, że ten ostatni mocno zaangażował się w program trójwarstwowego systemu obrony powietrznej Wisła-Narew-Pilica, dodatkowo wspartej czwartą warstwą, antydronową, czyli systemem SAN.

Dodatkowo polski przemysł obronny ma odpowiadać za serwisowanie systemów Patriot na terenie naszego kraju, a docelowo – takie są ambicje MON – otworzyć jego produkcję w Polsce po uzyskaniu zgody od Amerykanów.

– Przemysł obronny, czyli firmy, które mogłyby zajmować się współpracą, zastanawiają się, na ile mogłyby rozszerzyć swoje zaangażowanie o ten projekt. On jest w momencie otwarty, jeśli albo kiedy nasze firmy uznają, że ma to sens i że mogłyby coś od siebie zaoferować. Taka jest logika udziału w tej koalicji – mówi nam dobrze poinformowane źródło z resortu obrony.

Spokój zachowują też najważniejsi polscy politycy. – Gdy tylko polskie firmy zaproponują projekty, które są potrzebne, będą mogły do niej przystąpić – zapowiedział pytany o udział Polski w tzw. koalicji antybalistycznej szef MSZ Radosław Sikorski.

Z kolei premier Donald Tusk pytany o tę samą kwestię, podkreślił, że w koalicji znalazły się państwa, których firmy zbrojeniowe „są gotowe wnieść swój potencjał do tej koalicji”. Jak dodał, polskie koncerny „analizują swoje możliwości”. – Jeśli będzie gotowa oferta przemysłowa ze strony polskich firm, to przystąpimy do tej koalicji – zapewnił szef rządu.

Amerykański konkret przed ukraińską obietnicą


Chociaż poruszenie z powodu tego, że Polski na ten moment nie ma w tzw. koalicji antybalistycznej było duże, to w rządzie nikt nie rozdziera z tego powodu szat. W obozie władzy panuje dystans wobec kolejnych inicjowanych przez Ukrainę przedsięwzięć.

– O ilu inicjatywach ogłoszonych w ciągu ostatniego pół roku z udziałem Ukrainy pan słyszał? 10? 12? Sporo ich było, prawda? – zauważa jeden z członków rządu Donalda Tuska. I dodaje: – A doświadczenia nasze – i w ogóle naszych partnerów z kilku innych krajów – są na razie takie, że zazwyczaj kończyło się na deklaracjach. Z dużej chmury mały deszcz.

Ze sceptycyzmem w rządzie patrzą też na głośne w ostatnich latrach projekty zbrojeniowe państw europejskich. Jako sztandarowe przykłady wskazywane są tutaj europejski myśliwiec szóstej generacji, który od 2040 roku miał zastąpić używane przez Niemcy Eurofightery i francuskie Rafale, czy również przygotowywany przez Francję i Niemcy projekt czołgu nowej generacji, który miał zająć miejsce czołgów Leopard 2 i Leclerc. Dzisiaj wiemy już, że oba przedsięwzięcia nie doczekają się pomyślnego finału.


Grupa elegancko ubranych osób stoi w skupieniu, z rękami położonymi na sercu, zwrócona twarzą w jednym kierunku.

Pete Hegseth, sekretarz obrony Stanów Zjednoczonych, oraz Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier i szef MONWojciech OlkusnikEast News


– Mamy nie najlepsze doświadczenia z podobnymi inicjatywami w Europie – ocenia nasze źródło w Ministerstwie Aktywów Państwowych. – Tymczasem ta „koalicja antybalistyczna” na razie funkcjonuje wyłącznie na papierze, a i tutaj widać sporo braków – wskazuje nasz rozmówca.

Przypomina też, że Polska jest w zupełnie innej sytuacji niż państwa zaangażowane w nowy projekt. – Wzmożenie wokół tej koalicji być może jest tak duże tylko dlatego, że jest tam Ukraina. Tyle że my jesteśmy dzisiaj jedynym krajem, który jest tak zaawansowany w budowie trzywarstwowej tarczy obrony powietrznej. Nikt z naszych sąsiadów tego nie ma – zauważa nasze źródło.

Tarcza, o której mówi, to projekt Wisła-Narew-Pilica. Jego fundamenty koncepcyjne sięgają aż 2006 roku, ale formalnie i praktycznie ruszył w 2016 roku. Przedsięwzięcie w znaczącej mierze jest oparte o amerykański sprzęt, technologię i know-how. Aktualnie projekt trójwarstwowej tarczy jest w mocno zaawansowanym etapie, a Polska zainwestowała w niego już – wedle różnych szacunków – od 150 do 170 mld zł. Docelowo kwota ta ma wzrosnąć do 250 mld zł.

Przedsięwzięcie mocno wiąże polską obronę powietrzną ze Stanami Zjednoczonymi. Ponadto polski rząd liczy, że w niedalekiej przyszłości będzie mógł współprodukować w naszym kraju pociski Patriot. Pierwszym krokiem do tego są centra serwisowe, co już zostało potwierdzone.

Nie było decyzji o nieprzystąpieniu do koalicji, po prostu nie została podjęta przez nas decyzja o przystąpieniu. Przyglądamy się i analizujemy, czekamy na konkrety. Bez nich nie podejmiemy tej decyzji


W związku z tym, nasi rozmówcy z rządu mówią wprost: współpraca ze Stanami Zjednoczonymi to konkret w fazie głębokiej realizacji, który daje wymierne efekty, a „koalicja antybalistyczna” to piękna obietnica tańszej alternatywy dla Patriotów, ale na ten moment pozbawiona konkretów. I właśnie współpraca przy programie Wisła-Narew-Pilica jest obecnie priorytetem dla polskiego przemysłu zbrojeniowego.

Rozmówca z MAP: – Nie dzieje nam się żadna krzywda. Nie rzucamy się na wszystko, jak leci, bo mamy już bardzo dużo otwartych projektów, które z powodzeniem realizujemy. Freja to projekt otwarty, do którego możemy w każdej chwili przystąpić. Tylko najpierw inicjatorzy muszą się dogadać co do podziału ról, a to będzie najtrudniejsze.

Dobrze zorientowane źródło z MON: – Ukraińcy chcą zbudować alternatywę dla Patriotów. My będziemy zainteresowani współpracą, jeśli uda im się stworzyć taki system. Na pewno jesteśmy zainteresowani produktem, który będzie tańszy, ale równie dobry. To zawsze. Pamiętajmy, że to dopiero początek całego przedsięwzięcia. Sprawa jest otwarta.

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Czytaj Dalej

Braniewo. Bulwersujące praktyki w szpitalu. Rzecznik NIL: Patologia do kwadratu

Bogucki zagroził pozwem Gawłowskiemu. W tle wyjazd do Watykanu

Szpital Południowy. Nowe informacje prokuratury, chodzi o Jędrzejewskiego

Interwencja policji w TK. Święczkowski żąda wyjaśnień i wydania dokumentów

Partia Morawieckiego w sondażach. Były premier nie bez szans, są wyniki

Spór w PiS. Buda i Tułajew odpowiedzieli Moskalowi. „Karty na stół”

Karol Nawrocki liderem sondażu zaufania CBOS. Tracą Tusk i Trzaskowski

Mikrobalony stratosferyczne USA nad Polską. Wojsko wydało komunikat

Gdzie jest burza w Polsce. Północ i centrum zagrożone, IMGW ostrzega

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.