Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Polska

Łatwogang i Jerzy Owsiak nie zastąpią państwa. Czas zmierzyć się z prawdą

Przez Pokój Prasowy30 kwietnia, 20265 min odczytu

Zacznę od tego, co wydaje się wywoływać najmniej kontrowersji: pewnie wszyscy zgadzamy się, że istnienie takich zbiórek świadczy o słabości publicznych instytucji. Akcje charytatywne łatają dziury tam, gdzie powinno działać państwo. Jeżeli opieka zdrowotna, pomoc społeczna – ale też chociażby kultura – ciągle muszą być łatane przez powszechne zrywy, to znaczy, że coś zdecydowanie nie działa tak, jak powinno.

Co ważne, nie chcę krytykować kogokolwiek, kto takie zbiórki organizuje, ani osób, które w nich uczestniczą. Zbiórki są dowodem na wysoką wrażliwość społeczną, która jednak nie zastępuje systemowych rozwiązań. Moim celem nie jest atakowanie konkretnych osób czy fundacji, które często – wykonując nadludzką pracę – ratują to, co jest dla nich ważne.

Nie chcę też skupiać się na tym, co już zostało opisane: porównywaniu skali pieniędzy ze zbiórek do całości wydatków na ochronę zdrowia albo opisywaniu mechanizmu charity washingu u wielu firm. Jako socjolog chcę skupić się na patologii systemu.

W Rzeczypospolitej Zbiórkowej panuje upiorna zgoda: państwo udaje, że zapewnia opiekę, a my udajemy, że zbiórkami jesteśmy w stanie je zastąpić


W praktyce ten system staje się wygodny dla wszystkich – instytucje publiczne mogą się wycofać, przerzucając odpowiedzialność na społeczeństwo, a populiści zacierać ręce, ciesząc się ze słabości państwa.

Dzięki temu takie akcje stają się niemal samospełniającą się przepowiednią, potwierdzającą klasyczny anarchokapitalistyczny argument o tym, że państwo jest niepotrzebne. Po co nam NFZ, skoro mamy Łatwoganga?

Prawdziwy problem zaczyna się wtedy, gdy sięgniemy głębiej i wyjdziemy poza naiwne wyobrażenia o państwie ograniczonym do roli nocnego stróża.

Według najprostszych definicji państwo jest instytucją, która organizuje życie społeczeństwa, ustanawiając pewne ramy życia społecznego. Pod tak ogólnym zdaniem podpisałaby się większość socjologów, niezależnie od teorii.

Istotnym słowem jest tutaj „instytucja”. Instytucje mają to do siebie, że powinny działać stabilnie i powtarzalnie, niezależnie od emocji społecznych. Tymczasem w Rzeczpospolitej Zbiórkowej odpowiedzialność instytucji przeniesiona jest na emocje tłumu. A to prowadzi do konsekwencji, które trwale niszczą nasze społeczeństwo.

Emocje zawsze wygrają, ponieważ jako ludzie kierujemy się empatią, a nie analizą systemową.

Psychologiczny efekt identyfikowalnej ofiary pokazuje, że znacznie chętniej podzielimy się pieniędzmi z jedną osobą, której twarz widzimy, niż z instytucją, która poprzez zmiany systemowe może uratować tysiące osób. Instytucjom trudno osiągnąć chociażby zbliżony poziom imersji. W systemie państwowym płacimy podatek czy składkę zdrowotną i nic się nie dzieje, a gdy wpłacamy blika na internetowej zbiórce, pasek postępu na naszych oczach rośnie.

Jednak atrakcyjność nie powinna być miarą skuteczności państw. Wręcz przeciwnie, siła instytucji tkwi w ich przewidywalności, dzięki której instytucja może koordynować kwestie, którym emocje by zaszkodziły.

Instytucja musi mieć odwagę… bycia niepopularną


Narodowy Fundusz Zdrowia – czy jakakolwiek inna instytucja – zawsze będzie mniej pociągający niż akcja, za którą stoi popularny youtuber. Prawdziwa dojrzałość państwa polega na skutecznym rozwiązywaniu problemów zbiorowych, co często pozostaje w sprzeczności z powszechną sympatią. NFZ może przeznaczać ogromne środki na profilaktykę – np. badania przesiewowe – które statystycznie ratują setki tysięcy osób, ale emocjonalnie pozostają niewidoczne i bledną w zestawieniu z odmową sfinansowania leczenia konkretnej osoby, której twarz widzimy tu i teraz.

Nie da się zrobić poruszającego streamingu z faktu, że statystyczna śmiertelność w danym regionie spadła o dwa procent, bo nikt nie czuje się tym statystycznie uratowanym. Właśnie dlatego instytucja musi mieć odwagę być niepopularna, wybierając nudne statystyki zamiast medialnych spektakli.

W przeciwnym razie tak ważna kwestia jak ochrona zdrowia stanie się nie naszym prawem (a także oczekiwaniem wobec państwa), ale konkursem, w którym środki na leczenie popłyną do tych, którzy potrafią wywołać publiczne emocje. Los obywateli i obywatelek nie będzie uzależniony od stanu zdrowia, sprawiedliwości społecznej czy polityki państwa, ale znajdzie się w rękach influencerów oraz algorytmów social mediów.

Brak oczekiwań wobec państwa oznacza także zanik jednej z jego istot: sporu o to, jaki powinien mieć kształt. Od wielu lat widzimy, że ochrona zdrowia jest niewydolna, w systemie jest zbyt mało pieniędzy, co oznacza, że należy podnieść składkę zdrowotną albo w inny sposób zmienić system.

Co moglibyśmy w takiej sytuacji zrobić? Porozmawiać o tym. Nawet – jako społeczeństwo – pokłóćmy się o to, w którą stronę pójść, ale przynajmniej zmierzmy się z tym problemem. Zbiórki sprawiają, że mamy komfort, żeby tego nie robić – możemy czuć sprawczość bez konieczności uprawiania polityki. Kiedy wrzucamy pieniądze do puszki, czujemy, że rozwiązaliśmy problem.

Amerykański ekonomista Thomas Schelling pokazał, że w sytuacjach braku koordynacji ludzie nie wybierają rozwiązań optymalnych, tylko takie, które są najbardziej widoczne i oczywiste.

Dlatego zamiast spierać się o to, czy wolimy wyższe składki zdrowotne w zamian za krótsze kolejki, czy może prywatyzację części usług, po prostu angażujemy się w kolejną akcję. Zbiórka nie wymaga od nas odpowiedzi na trudne pytania o sprawiedliwość dystrybutywną – wymaga odruchu serca – i dlatego zamiast zastanawiać się nad systemem, zastępujemy go gestem.

Spór o kształt państwa – choć może być brutalny i męczący – jest dowodem na to, że państwo jest czymś poważnym. Tymczasem w Rzeczypospolitej Zbiórkowej panuje upiorna zgoda: państwo udaje, że zapewnia opiekę, a my udajemy, że zbiórkami jesteśmy w stanie je zastąpić. Obu stronom taki prowizoryczny układ jest na rękę, bo spór o system zawsze wiąże się z ryzykiem politycznym. Społeczeństwo również woli cieszyć się ze spontanicznej zbiórki niż wprowadzić zmiany systemowe, które mogą uderzać w czyjeś interesy.

W Rzeczypospolitej Zbiórkowej instytucjonalna solidarność jest zastępowana przez spontaniczną jałmużnę, a obywatel z podmiotu posiadającego prawa staje się petentem liczącym na szczęście.

Prawdziwym zagrożeniem nie jest to, że zabraknie pieniędzy na zbiórkach. Prawdziwym zagrożeniem jest to, że przestaniemy czegokolwiek oczekiwać od państwa. A państwo, od którego nikt niczego nie oczekuje, staje się fasadą, która pewnego dnia po prostu się zawali – i wtedy nie uratuje nas nawet to, gdy Jerzy Owsiak i Łatwogang połączą siły.

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Czytaj Dalej

Łukasz Mejza usunięty z PiS. Jarosław Kaczyński zabrał głos

Sejm zagłosował w sprawie Antoniego Macierewicza. Chodzi o wypowiedź o SKW

Wniosek o odwołanie minister zdrowia. Sejm podjął decyzję

Prognoza pogody na majówkę. IMGW: Będzie ciepło, ale potem załamanie

Donald Tusk odpowiada opozycji. „Nie bawimy się w walki w klatce”

Polska 2050 podjęła decyzję. „Dzisiaj dajemy kredyt zaufania”

Sondaż OGB. Cztery partie w Sejmie. Komu Morawiecki zabrałby głosy?

Paulina Hennig-Kloska i walka o głosy przed wotum. „Warunek spełniony”

Sondaż. Którym politykom ufają Polacy? Karol Nawrocki liderem rankingu

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.