-
Manifestacje przed ambasadą Ukrainy w Warszawie i na rynku we Wrocławiu były poświęcone wzajemnemu szacunkowi oraz sprzeciwowi wobec nienawiści i próbom dzielenia Polaków i Ukraińców.
-
Pikiety były odpowiedzią na serię ksenofobicznych incydentów, wzrost treści antyukraińskich w mediach społecznościowych i przypadki przemocy wobec ukraińskiej mniejszości.
-
W ostatnich miesiącach relacje polsko-ukraińskie były napięte z powodu nadania imienia „bohaterów UPA” ukraińskiej jednostce wojskowej, co spotkało się z krytyką w Polsce i działaniami dyplomatycznymi.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Uczestnicy warszawskiej pikiety „Dobrego Sąsiedztwa” przynieśli flagi Polski i Ukrainy, a także transparenty z hasłami: „stop nienawiści”, „nie bądźmy obojętni – reaguj na zło” oraz „jesteśmy z wami – całym sercem”. W trakcie wystąpień dominowały wezwania do wzajemnego szacunku i przeciwstawienia się działaniom, które – zdaniem organizatorów – mają prowadzić do konfliktowania Polaków i Ukraińców.
Organizator pikiety Dzmitry Hałko, Białorusin, były korespondent wojenny w Ukrainie i analityk ds. zwalczania dezinformacji, przekazał PAP, że wydarzenie było reakcją na serię ksenofobicznych incydentów.
– W internecie nie wygramy z botami, ponieważ farmy trolli zawsze tworzą tam iluzję przewagi liczebnej. Zwykli użytkownicy często nie weryfikują agresywnych komentarzy, a w ten sposób internetowe boty wychowują i radykalizują realnych ludzi – powiedział.
Hałko zaapelował, by nie milczeć wobec nienawiści. – Jeśli w państwie mniejszości zaczynają się bać i są zmuszane do milczenia, to nie jest to już do końca demokracja. Dlatego musimy wychodzić na ulice. Boty na ulice nie wyjdą, wychodzą na nie prawdziwi ludzie – zaznaczył. Zapowiedział również organizację ogólnokrajowego Marszu Przyjaźni w sierpniu lub wrześniu.
Relacje Ukraina – Polska. Pikiety w Warszawie i Wrocławiu
Uczestnicy manifestacji mówili, że sprzeciwiają się odpowiedzialności zbiorowej i przypisywaniu negatywnych zachowań całym narodom. Ukrainka mieszkająca w Polsce Tetiana zaznaczyła, że sama nie doświadczyła ksenofobii, ale słyszy niepokojące sygnały.
– Problem nie leży w narodowościach, ale w charakterach poszczególnych ludzi. Wszyscy urodziliśmy się pod jednym słońcem i musimy się jednoczyć, by pokazać, że chcemy żyć w pokoju – powiedziała.
Wrocław. „Bezwarunkowo wspieramy walczącą Ukrainę”
Manifestacja odbyła się także na wrocławskim rynku. Kilkanaście osób protestowało przeciwko – jak mówiły – „fali agresji wobec mniejszości ukraińskiej, która jest widoczna na ulicach polskich miast i w mediach społecznościowych”.
Jedna z organizatorek, Ewa Trojanowska, przekazała że wydarzenie było odpowiedzią na przypadki przemocy fizycznej i słownej wobec Ukraińców.
– Musimy dać temu odpór, my zwykli ludzie, nie organizacje, nie partie. Bezwarunkowo wspieramy walczącą Ukrainę, historię zostawiamy historykom. Nic się nie zmienia w stosunku do obywateli Ukrainy, jak zresztą do przedstawicieli każdej mniejszości – powiedziała.
Niedzielne manifestacje odbyły się po serii incydentów, m.in. po sprawie znieważenia młodych Ukrainek w autobusie w Bielsku-Białej, pobiciu obywatela Ukrainy w Gliwicach oraz publikacji nagrania z wtargnięcia radykalnych aktywistów do biura ukraińskiej firmy.
Na wzrost antyukraińskich nastrojów zwracały uwagę także analizy ekspertów. Raport „Nie jesteśmy w domu. Ukraińscy migranci i uchodźcy o relacjach z Polakami”, przygotowany przez dr Olenę Babakovą i dr. hab. Przemysława Sadurę, wskazywał na pogarszające się relacje części społeczeństwa z ukraińskimi migrantami. Z kolei ośrodek Res Futura, analizując blisko 520 tys. wpisów z maja 2026 roku, wskazał na gwałtowny wzrost treści antyukraińskich w polskich mediach społecznościowych.
Napięcia w relacjach polsko-ukraińskich. W tle sprawa historii i UPA
W ostatnich miesiącach doszło do napięć w relacjach polsko-ukraińskich w związku ze sporem o upamiętnianie UPA i związanych z nią postaci. Spór wywołała podjęta pod koniec maja decyzja prezydenta Ukrainy o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA”.
Spotkało się to z krytyką w Polsce. Negatywnie ocenili ją m.in. premier Donald Tusk, szef MON, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, resort dyplomacji, a prezydent Karol Nawrocki 19 czerwca poinformował, że zdecydował o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Dzień później Zełenski odesłał order do Warszawy za pośrednictwem firmy kurierskiej.
Prezydent Ukrainy zapowiedział jednak w ostatni piątek, że „zostaną otwarte wszystkie archiwa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy oraz Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy dotyczące tragicznych wydarzeń XX wieku na Wołyniu”.
Zełenski poinformował też, że „zostaną podjęte decyzje w sprawie wydania dodatkowej, znaczącej liczby zezwoleń na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne”. „Wspólnie ze stroną polską musimy zapewnić większe możliwości prowadzenia takich działań” – dodał we wpisie na portalu społecznościowym.
Według polskich historyków w lipcu 1943 roku oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie. Łącznie od lutego 1943 roku do wiosny 1945 roku na Wołyniu i w Galicji Wschodniej zginęło, według badaczy, ponad 100 tys. Polaków. Za sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.
-
Po ataku w Bytowie zmarł 36-latek. Ambasador Ukrainy z oświadczeniem
-
Groził dziewczynkom z Ukrainy, nagranie obiegło sieć. Mężczyzna zatrzymany