Władysław Kosiniak-Kamysz miał w środę spotkać się w USA z szefem Pentagonu, ale ostatecznie wizytę odwołano z zapewnieniem, iż znajdzie się następny termin. Zamiast ministra obrony za Atlantyk poleciało dwoje jego zastępców.
Amerykański departament przekazał, iż zmiana wynika z „konfliktu terminów”. Sekretarz wojny Pete Hegseth miałby zająć się przyjęciem chińskiej delegacji. W Warszawie pojawiły się jednak wątpliwości, czy ktoś znad Wisły nie podpowiedział sojusznikom, by do spotkania nie doszło.
– Za rok wybory, takie sygnały niepokojące się pojawiają, że środowisko prawicy może próbować opóźniać proces lokacji Amerykanów na stałe (w wojskowej bazie – red.) ze względu na kalendarz wyborczy. Aby rząd nie miał sukcesu – mówił wiceszef kancelarii premiera Jakub Stefaniak w „Graffiti”.
„Polityczny WF” – nowe odcinki podcastu Interii co tydzień na YouTube, otwiera się w nowym oknie, Spotify, otwiera się w nowym oknie i Podcastach Apple, otwiera się w nowym oknie, a także w serwisie Interia Wydarzenia. Zapraszamy też na nasz kanał nadawczy na WhatsAppie, otwiera się w nowym oknie.
Odwołana wizyta szefa MON. W resorcie „duże zamieszanie”
Czy rzeczywiście polska prawica przekonała Biały Dom do takiego kroku? Jak przekazał w „Politycznym WF-ie” Marcin Fijołek, zebrał w tej sprawie głosy i w Pałacu Prezydenckim, i Ministerstwie Obrony Narodowej.
– W MON-ie było najpierw duże zamieszanie. Nie było wcześniej sygnałów, że Hegseth taki ruch wykona, że coś jest nie tak. Wręcz przeciwnie, była cała agenda dotycząca tego, jak ma wyglądać stała baza w Polsce – mówił dziennikarz w nowym odcinku podcastu Interii.
Zobacz nowy odcinek podcastu „Polityczny WF”
Ciąg dalszy artykułu pod wideo
Z jego względu wewnątrz resortu zaczęto zastanawiać się, czy otoczenie Karola Nawrockiego, a może nawet sama głowa państwa, wprost nie sugerowali ludziom z USA, by „wstrzymać się z Kosiniakiem-Kamyszem, bo przecież to ma być sukces prezydenta i prawicy” – zwłaszcza w kontekście kampanii wyborczej.
Ludzie Nawrockiego zapewniają: Tym razem to nie my
Jak w „Politycznym WF-ie” zauważył Piotr Witwicki, „są pewne poszlaki”. – Donald Trump znów nagle przypomniał sobie, że Nawrocki to jego człowiek „wybrany z 12. miejsca”, tylko dlatego, że on go poparł. Mówię o wersji Trumpa – podkreślił redaktor naczelny Interii.
Marcin Fijołek uzupełnił jednak, iż ludzie polskiego prezydenta „deklarowali, zaklinali się, że tym razem to nie oni”. – Oczywiście, przekazuję tylko to, co chcieli mi powiedzieć. Jest pytanie o prawdomówność tego typu deklaracji – zaznaczył prowadzący „Graffiti” w Polsat News.
Nadmienił, że „sugestie były takie, iż to jest sygnał polityczny„. Przytoczył też wiadomość, jaką otrzymał od jego z ministrów Nawrockiego. Jego rozmówca wskazał, że ruch Amerykanów odzwierciedla „słabe noty za styl prowadzenia sprawy z bazami, zwłaszcza próby umniejszenia roli Trumpa w procesie”.
– Były jakieś uwagi wyrażane oficjalnie wobec Trumpa i jego istotności w tej układance? Jak krytykujesz Nawrockiego, to krytykujesz Trumpa? Z dziejów logiki PiS-owskiej… – zastanawiał się Piotr Witwicki.
Dlaczego Kosiniak-Kamysz nie poleciał do USA? Kilka możliwych wyjaśnień
Marcin Fijołek przytoczył ponadto inne opinie krążące w Pałacu Prezydenckim. – Druga opowieść jest taka, że to mógł być sygnał w sprawie raportu CIA, jaki premier Donald Tusk miał otrzymać, a potem się okazało, iż dokumentu nie było, a było raportowanie ustne przez Tomasza Siemoniaka po rozmowie z dyrektorem CIA – i to się mogło nie spodobać – wskazał.
Przypomniał także o słowach europosła PiS Adama Bielana, jakie padły w Telewizji Republika. Wedle tej wersji, co opisał Marcin Fijołek, Amerykanie mogli dać sygnał w sprawie Trybunału Konstytucyjnego – że skoro rząd szykuje się na „siłowy wariant”, to dostał „pierwszy raz po łapkach”. Dziennikarz miał jednak wątpliwości, czy rzeczywiście każda podejmowana przez Pentagon decyzja musi wprost dotyczyć Polski.