Nakręcony w 1939 roku „Czarnoksiężnik z Krainy Oz” był nie tylko wielkim triumfem kina, ale szybko stał się również niekończącym się źródłem popkulturowych odniesień. Jedno z nich na trwałe przywarło do Kansas.
Kiedy tornado porywa Dorotkę oraz jej psa Toto z farmy i przenosi ich do tytułowej krainy Oz, dziewczynka wypowiada słynną kwestię: „Toto, mam wrażenie, że nie jesteśmy już w Kansas„.
Kontrast nie może być większy: Kansas w filmie jest monotonnym miejscem skąpanym w filmowej sepii. Kiedy Dorotka wkracza do świata Oz, ekran wybucha feerią barw.
Z czasem fraza wypowiadana przez młodą bohaterkę na stałe weszła do amerykańskiej wersji angielszczyny i w żartobliwy sposób oznacza, że ktoś znalazł się w nowej dziwnej lub trudnej sytuacji. Podobnie jak w filmie ktoś opuścił nudny, płaski krajobraz rolniczego Kansas zdominowany przez pola słoneczników i kukurydzy i nagle wszystko nabrało barw.
Przekonanie, że kiedy w Kansas ucieknie ci pies, to przez dwa dni widzisz, jak biegnie, dość dobrze współgrało z monotonią tutejszej polityki.
Wybory do Kongresu. Tu szykuje się wielka sensacja
Od czasów premiery „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” mieszkańcy Kansas tylko raz nie wybrali prezydenta z Partii Republikańskiej. Tylko w 1964 roku zagłosowali w większości za demokratą Lyndonem B. Johnsonem.
Od kiedy Kansas w 1861 roku zostało 34. stanem USA, w Senacie reprezentowali go niemal wyłącznie republikanie. Po raz ostatni kandydat Partii Demokratycznej został wybrany senatorem z Kansas 94 lata temu.
Wydawało się, że w zbliżających się wyborach połówkowych będzie jak zwykle – z łatwością wygra tu republikanin. W 2024 roku Donald Trump w wyborach prezydenckich pokonał Kamalę Harris z imponującą przewagą 16 pkt proc.
Okazuje się jednak, że w Ameryce Trumpa nawet tak konserwatywny stan jak Kansas może zmienić zdanie. 3 listopada, kiedy odbędą się wybory połówkowe, jest szansa, że wyborcy do Senatu nie zagłosują na urzędującego Rogera Marshalla z Partii Republikańskiej, ale reprezentującego demokratów Adama Hamiltona.
Zwycięstwo Partii Demokratycznej byłoby bodaj największą sensacją wyborów połówkowych i znacząco przybliżyło ją do przejęcia większości w Senacie. Nawet możliwe zwycięstwo demokratów w ultrarepublikańskim Teksasie mogłoby tego nie przebić.
Trump, czyli katastrofa. Co z tym Kansas?
W 2004 roku Thomas Frank wydał słynną książkę „Co z tym Kansas?”, w której na przykładzie swojego rodzinnego stanu analizował przemianę Partii Republikańskiej i amerykańskiej polityki.
Przekonująco wyjaśniał w niej, że od początku lat 90. dawny republikański establishment w Kansas musiał ustąpić miejsca oddolnemu ruchowi partyjnemu i jego wizji polityki, która odrzucała w debacie publicznej kwestie ekonomiczne na rzecz wojen kulturowych.
W centrum sporu postawili kwestie aborcji, orientacji seksualnej czy obecności religii w życiu publicznym. Ten mikrokosmos Środkowego Zachodu USA eksplodował w całej amerykańskiej polityce.
Na tej fali budowali swoją pozycję polityczną i utwardzali bazę wyborczą na tak rozumianym konserwatyzmie.

Prezydentura Trumpa wystawiła na próbę tę wygodną strategię polityczną i zakwestionowała ją jako receptę na wieczne trwanie w konserwatywnych stanach.
Chociaż wojny kulturowe ciągle są ważne dla republikańskiej mobilizacji wyborczej, to w rolniczym Kansas rosnące ceny benzyny oraz nawozów sztucznych wzmocnione obawami o poluzowanie polityki celnej wobec importu wołowiny okazały się dla wielu wyborców prawicy dużo ważniejsze niż wojny kulturowe.
Kwestie ekonomiczne, które z takim sukcesem udało się republikanom eliminować z debaty, wracają nagle z całą mocą i zagrażają reelekcji Rogera Marshalla.
Partia Republikańska zmartwiona Kansas. „Przyłapany na drzemce”
Republikański kandydat, w zgodnej opinii amerykańskich komentatorów, dość późno obudził się z letargu. Bardzo długo prognozy dotyczące wyborów do Senatu w Kansas dawały mu bowiem bezpieczny mandat.
Szanowany ośrodek analityczny The Cook Political Report początkowo uznawał, że Kansas jest stanem, gdzie istnieje prawdopodobieństwo wygranej republikanina.
Z czasem ich przewidywania stawały się coraz mniej optymistyczne dla Partii Republikańskiej, by na początku października wynik wyścigu senackiego w Kansas uznano za nieprzewidywalny. We wtorek 3 listopada może więc wydarzyć się wszystko.
Carrie Dann z The Cook Political Report zwracała uwagę na antenie stacji PBS, że już kilka miesięcy temu docierały do jej organizacji zmartwione głosy z Partii Republikańskiej, że Marshall nie brał możliwej konkurencji wystarczająco poważnie.
– W każdym cyklu wyborczym jest jakiś urzędujący senator, który jest przyłapany na drzemce i budzi się w rzeczywistości, w której ma do czynienia z wyrównaną rywalizacją – stwierdziła, wskazując Marshalla.
Dodała także, że rzeczywistość polityczna w tym arcyrepublikańskim stanie jest trochę bardziej skomplikowana niż sam fakt, że od prawie stu lat nie wybrano tam demokratycznego senatora.
Urzędującą gubernator stanu jest bowiem demokratka i chociaż, zdaniem Dann, Kansas jest bastionem Partii Republikańskiej, walka z jej kandydatem nie jest wyrokiem śmierci.
Republikanie zorientowali się, że wybory senackie w stanie wyraźnie się komplikują i zanim jeszcze zmieniono prognozy dotyczące ich wyników, zdecydowali się przesunąć wyborcze fundusze z Karoliny Północnej właśnie do Kansas.
Pogodzili się bowiem z faktem, że w tym pierwszym stanie utrzymanie republikańskiego mandatu senackiego będzie niezwykle trudne i uznali, że lepiej zainwestować w wyścig, w którym ciągle mają szansę się obronić.
Tę decyzję odczytano w USA jako przejście do głębokiej defensywy i to w stanie, który w ogóle nie miał być przedmiotem realnej walki wyborczej. Trudne czasy wymagają jednak drastycznych środków.
Wybory do Kongresu. Kłopoty kandydata Partii Republikańskiej
Problemem Marshalla nie są tylko nastroje elektoratu, który na jego spotkaniach wyborczych nie szczędzi krytyki republikanom. Kandydat Partii Republikańskiej mierzy się także z doniesieniami na temat jego praktyk.
Zanim wszedł do polityki, Marshall praktykował jako ginekolog-położnik. Jak donosił na początku września „The New York Times”, pozwał ponad 700 pacjentów za zaległe rachunki.
Doliczano im 18 proc. rocznego oprocentowania od nieopłaconych usług medycznych, co wielokrotnie zwiększało dług pacjentów wobec Marshalla. 81 z nich trafiało do aresztu, kiedy nie pojawiali się w sali sądowej.
Członkowie sztabu twierdzili, że Marshall korzystał ze standardowych zewnętrznych agencji windykacyjnych, ale szkody, które przyniosła mu ta sprawa, wstrząsnęły wyścigiem wyborczym w Kansas.
Nie powinno to dziwić, bo na 3 mln mieszkańców stanu, nawet pół miliona mieszka w gospodarstwach domowych posiadających dług medyczny. Sprawa Marshalla poruszyła więc czułą strunę w elektoracie.
Jego demokratyczny konkurent Adam Hamilton od razu uczynił z niej oś swojej kampanii, zarzucając mu brak empatii i przyzwoitości.
Choć sam Marshall twierdzi, że doniesienia medialne to bezpardonowy atak, jego sztab uruchomił ogromną kampanię medialną, publikując spoty, w których oskarżano Hamiltona o zniesławienie i manipulowanie faktami.
Partia Demokratyczna ma w Kansas kandydata idealnego?
Kłopoty Marshalla z polityką Trumpa i osobistymi oskarżeniami to jedna część tej historii.
Prognozy wyniku wyborów do Senatu w Kansas nie byłyby zapewne na żyletki, gdyby nie to, że demokratom udało się znaleźć kontrkandydata dobrze skrojonego pod konserwatywnych wyborców w tym stanie.
– Jestem innym rodzajem kandydata – mówi o sobie Adam Hamilton. I dodaje: – Jestem niezależnie myślącym demokratą.
Hamilton jest też pastorem największego kościoła w Kansas. W polityce jest nowicjuszem, ale nie jest osobą nieznaną. Wielu mieszkańców stanu widziało transmisje z jego mszy lub czytało jego książki na temat Biblii.
O takich kongregacjach jak jego w USA mówi się „megakościoły”, ale jego sztab unika tego określenia, choć należy do niej 24 tys. osób nie tylko w Kansas, ale też w Ohio i Missouri.
Jest też byłym republikaninem, który rozważał w tych wyborach start jako kandydat niezależny, ale ostatecznie zdecydował się zawalczyć o nominację Partii Demokratycznej i ją zdobył.
Osią jego kampanii są koszty życia, benzyny i nawozów, ale chętnie też mówi o swoim życiu religijnym, opowiadając wyborcom m.in. o wizytach w szpitalach czy hospicjach. – Robię to dla siebie, ponieważ sprawia to, że moje serce jest ciągle żywe – stwierdził na jednym z wieców.
Jego religijność nie jest jednak płomienną krucjatą przeciwko zeświecczeniu życia publicznego, która bliższa jest bardzo konserwatywnym ewangelikom. Sam siebie określa wyznawcą protestantyzmu głównego nurtu, który charakteryzuje się często liberalnym podejściem do teologii, ekumenizmem czy silnym zaangażowaniem społecznym.
Wybory w USA. Zwycięstwo w Kansas nie będzie łatwe
Tym samym Hamilton nie jest straszakiem na konserwatywnych wyborców w Kansas jak kandydaci Partii Demokratycznej należący do jej lewicowego skrzydła, ale jednocześnie wydaje się do przełknięcia dla bardziej liberalnych demokratów.
Jego start i rosnące poparcie zbiegają się z tym, co w Teksasie robi kandydat demokratów James Talarico, który na swojej religijności buduje wiarygodność wśród konserwatywnych wyborców rozczarowanych prezydenturą Trumpa.
Obaj toczą w swoich stanach trudną batalię przeciwko republikańskiej pamięci mięśniowej, unikając prostych oskarżeń o walkę z tradycyjnymi wartościami.
Status osoby duchownej może i łagodzi obawy konserwatystów, ale sprawia, że może mieć problem z mobilizacją elektoratu demokratycznego, który obawia się swoistego sojuszu tronu z ołtarzem.
W kampanii Adam Hamilton unika też otwartego krytykowania Trumpa, by nie zrazić do siebie wyborców, którzy ciągle mogą mieć słabość do prezydenta. Jednocześnie część wyborców Partii Demokratycznej może uznać, że nie jest wystarczająco krytyczny wobec lokatora Białego Domu.
I choć przed demokratami stoi historyczna szansa, by przełamać senackie fatum w Kansas, zwycięstwo Hamiltona ciągle wydaje się być bardziej w sferze marzeń Partii Demokratycznej niż pewnym scenariuszem. Istnieje bowiem ryzyko, że przedwyborcze sondaże nie doszacowują zwolenników Partii Republikańskiej.
Według sondażu CNN/SSRS przeprowadzonego w dniach 20-26 października Hamilton uzyskał 49 proc. poparcia, a Marshall 45 proc. Badanie objęło 838 prawdopodobnych wyborców, a deklarowany margines błędu wynosił 4,5 pkt proc.
Hamilton ma realną szansę na zwycięstwo, ale wynik pozostaje wysoce niepewny.
Jakkolwiek wybory senackie w Kansas się skończą, sam fakt, że olbrzymia przewaga republikanów w tak konserwatywnym stanie tak bardzo stopniała w tak krótkim czasie, to wielki sygnał alarmowy dla prawicy przed wyborami prezydenckimi w 2028 roku.
Tomasz Walczak
-
Głosy z rządu po decyzji Pełczyńskiej-Nałęcz. „Wiedziała, że nie ma żadnego poparcia”
-
Groza w Moskwie. Jedni myślą o emigracji, inni nie włączają telewizora. „Sami się prosiliśmy”