Tomasz Lejman, Interia, Polsat News: Spotkanie na Forum Ekonomicznym w Davos miało przynieść odprężenie. Czy po tych rozmowach możemy w końcu powiedzieć, że jesteśmy bezpieczni?
Prof. Peter Viggo Jakobsen, ekspert Królewskiej Duńskiej Akademii Obrony: – Moim zdaniem nie jesteśmy bezpieczni, bo z prezydentem Trumpem nigdy nie można mieć pewności. On zmienia zdanie tak, jak zmienia się bieliznę. W każdej chwili może się znów zirytować i na nowo rozniecić kryzys. Choć z duńskiej perspektywy wieści z Davos brzmiały nieźle – Trump zapowiedział, że nie użyje siły militarnej ani taryf celnych – to należy zachować czujność. On wyjechał stamtąd przekonany, że dostał wszystko, czego chciał, mimo że w rzeczywistości nie daliśmy mu zupełnie nic.
No, ale sukces ogłosił, więc co mógł dostać?
– Trudno to zrozumieć, bo z naszej perspektywy on ma wszystko, czego potrzebuje, już od dawna. Amerykanie dysponują umowami bazowymi, które dają im prawo do budowy dowolnej instalacji wojskowej na Grenlandii. Mało tego, władze w Nuuk od dawna powtarzają: nie jesteśmy na sprzedaż, ale jesteśmy otwarci na biznes. Chcieli negocjować w sprawie surowców i minerałów, ale ze strony administracji Trumpa nie było ani jednego telefonu w tej sprawie. Jego żądania są po prostu nielogiczne.
Donald Trump pod każdym względem jest nieprzewidywalny, ale trzeba z nim rozmawiać, pytanie czy ufać?
– Oczywiście, że nie. Pokazuje to od ponad roku. Lekcja dla Danii, Grenlandii i całej Europy jest prosta: musimy stać ramię w ramię i mówić stanowcze „nie”, gdy on próbuje przeforsować coś niedopuszczalnego – czy to w kwestii aneksji Grenlandii, czy całkowitego porzucenia Ukrainy. Tylko jeśli będziemy zjednoczeni i uświadomimy mu, że jego działania wywołają fatalne skutki dla samych Stanów Zjednoczonych, możemy liczyć na to, że się wycofa i przyjmie bardziej rozsądny kurs.
Czy Dania robi wystarczająco dużo, by chronić to ogromne terytorium, jakim jest Grenlandia? Padają zarzuty, że nie jesteście w stanie jej obronić?
– Bo nie jesteśmy. To, że Dania mogłaby sama obronić Grenlandię przed mocarstwem, to żart. Jesteśmy sześciomilionowym narodem. Ostatni raz byliśmy w stanie bronić się przed potęgą w 1807 roku, zanim Brytyjczycy spalili naszą flotę. Właśnie dlatego jesteśmy w NATO. Co ciekawe, to sami Amerykanie nigdy nie chcieli obecności wojsk NATO na Grenlandii, bo woleli robić tam wszystko sami. W czasie zimnej wojny mieli tam 15 tysięcy żołnierzy, dziś zostało 150 osób pilnujących radaru. Mimo że od lat straszą tam Chinami i Rosją, nie zrobili absolutnie nic, by realnie wzmocnić tamtejszą obronę.
A jak jest z Rosją i Chinami w regionie arktycznym, już tam są?
– To nieprawda. W pobliżu Grenlandii nie ma chińskich ani rosyjskich okrętów wojennych. Chiny mają tam obecność badawczą, lodołamacze, ale nie mają zdolności do prowadzenia operacji militarnych w Arktyce przez najbliższą dekadę. Rosja oczywiście jest tam potęgą, ale skupia się na obronie swoich baz pod Murmańskiem. Dla USA Grenlandia to przede wszystkim radary systemu wczesnego ostrzegania przed rakietami nuklearnymi. Trump chce to modernizować w ramach swojej „Złotej Kopuły”, ale konkretnych propozycji współpracy wciąż nam nie przedstawił.
Przy okazji Grenlandii pada teraz jedno ważne pytanie: co z przyszłością NATO, jeśli Trump utrzyma swój kurs?
– Scenariusz jest czarny. Analizy naszego wywiadu wojskowego wskazują jasno: musimy zakładać, że w razie rosyjskiego ataku USA nam nie pomogą. Zaczynamy planować przyszłość bez amerykańskiego wsparcia. To nie jest tylko nasza opinia – Amerykanie sami mówią nam wprost w kwaterze głównej NATO: do 2027 roku Europa musi przejąć całą obronę konwencjonalną. Możemy dostać wsparcie wywiadowcze czy lotnicze, ale jeśli dojdzie do starcia żołnierzy na ziemi, USA nie wezmą w tym udziału. W pewnym sensie wszyscy stajemy się teraz „Ukraińcami”.
Dużo mówimy o Grenlandii, ale czy to faktycznie najbardziej niebezpieczny strategicznie region w tej części świata. Patrząc na ostatnie wydarzenia, ja bym raczej pinezkę na Bałtyku postawił.
– Najgoręcej jest na Bałtyku i w północnej Norwegii. Na Bałtyku Rosja już prowadzi wojnę, tyle że hybrydową. Przecinanie kabli podmorskich, drony nad Danią i Polską, zagłuszanie sygnału GPS w samolotach – to dzieje się teraz. Rosja nie zaatakuje nas konwencjonalnie dopóki trwa wojna na Ukrainie, bo tam ma związane siły. Ale jeśli ten konflikt wygaśnie, będziemy mieli od dwóch do pięciu lat na zbudowanie potężnej armii, która ich odstraszy. Polska buduje teraz ogromną siłę, Finlandia i Niemcy robią to samo. Wszyscy ścigamy się z czasem, by zdążyć, zanim Rosja uzna, że jesteśmy łatwym celem.