Close Menu
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Facebook X (Twitter) Instagram
Historie Internetowe
Facebook X (Twitter) Instagram
Banai
Subskrybuj
[gtranslate]
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Polityka
  • Ekonomia
  • Nauka
  • Sport
  • Zdrowie
  • Klimat
  • Trendy
  • Komunikat prasowy
Polska

Roman Szuchewycz na sztandarach. Kolejne napięcie na linii Polska-Ukraina

Przez Pokój Prasowy21 października, 20268 min odczytu

Łukasz Szpyrka, Interia: Ledwie opadły emocje po majowej decyzji Wołodymyra Zełenskiego, by jedną z jednostek ukraińskiej armii nazwać imieniem „bohaterów UPA. Tymczasem deputowani lwowskiej rady obwodowej podjęli decyzję, by rok 2027 był rokiem Romana Szuchewycza.

Łukasz Adamski, Centrum im. Mieroszewskiego: – Bardzo ubolewam, że tak się stało. Musieli zdawać sobie sprawę, że wywoła to napięcia w relacjach z Polską. Wiedzieli, że są bardzo poważne zarzuty ciążące na Szuchewyczu dotyczące tego, że akceptował mordy lub że sam nakazywał mordowanie Polaków.

Czemu więc to zrobili?

– Postanowili mimo to uhonorować 120. rocznicę jego urodzin, pewnie dlatego, że szczerze wierzą, iż Szuchewycz był bohaterem Ukrainy, bo walczył o ukraińską niepodległość. Uznali, że niweluje to wszystkie jego przewiny wobec Polaków. Że można honorować w postaci naczelnego dowódcy UPA szczytny cel, jakim jest dążenie do niepodległości, i w ogóle nie przejmować się pytaniem o dopuszczalność metod, prowadzących do realizacji tego celu.

– Innymi słowy, że można zamykać oczy na potworne zbrodnie, jeśli służyły one sprawie uważanej za słuszną. A przy tym deputowani w ogóle nie zważali na konsekwencje, jakie cała wspólnota ukraińska może ponieść po ich decyzji. Przytłaczająca większość Ukraińców słyszała o problemach polsko-ukraińskich na tle historii, można więc domniemywać, iż również deputowani obwodu lwowskiego musieli o nich słyszeć. A mimo to postanowili upamiętnić Szuchewycza.

Kijów, jak słyszymy, ma się od tego odcinać.

– Sądząc po porannej wypowiedzi wiceministra spraw zagranicznych Marcina Bosackiego, Kijów dystansuje się od tej decyzji i obiecał, że ona nie wejdzie w życie. Pamiętajmy, że to nie jest decyzja lwowskich radnych czy miasta Lwowa, tylko członków rady obwodowej, czyli takiego naszego sejmiku. W dodatku wiemy, kto za tym stoi.

Kto?

– Swiatosław Szeremeta, czyli wpływowy działacz nacjonalistyczny i deputowany rady obwodowej. Zasłynął on m.in. organizacją pogrzebu weterana SS Galizien z udziałem rekonstruktorów w niemieckich mundurach z czasów II wojny światowej, co miało miejsce za czasów prezydenta Janukowycza.

– W 2017 roku Szeremeta otrzymał zakaz wjazdu do Polski nałożony przez ówczesny polski rząd, który później został zniesiony. Jest to człowiek, który wielokrotnie podejmował działania godzące w dobrosąsiedzkie relacje polsko-ukraińskie.

Ma umocowanie polityczne? Dobre relacje z Kijowem?

– Szeremeta jest działaczem lokalnym, doskonale znanym w regionie jako człowiek skupiający wokół siebie środowiska nacjonalistyczne. Cieszy się w tym gronie mirem i jest rzecznikiem środowisk banderowskich oraz weteranów SS Galizien i ich rodzin.

– Jest jednak też sekretarzem międzyresortowej komisji ds. upamiętnień, uczestniczącej w procedurze rozpatrywania wniosków o poszukiwania i ekshumacje, nie jest więc postacią nieznaną w Kijowie.

– Co ciekawe, jednocześnie jest szefem jednej z niewielu ukraińskich firm posiadających koncesję na prowadzenie prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych. Prowadził on wykopaliska m.in. w Ugłach na Wołyniu, a niedawno pracował w Łaskowie w gminie Mircze koło Hrubieszowa, szukając ofiar operacji hrubieszowskiej z 1944 roku. Ma on pozycję niemal monopolistyczną, wspieraną przez struktury państwa ukraińskiego w zakresie ekshumacji.

Musiał więc wiedzieć, jakie skutki wywoła ta decyzja. To jawna prowokacja?

– Trudno zrozumieć, dlaczego rozsądek polityczny opuścił jego i innych lwowskich deputowanych. Być może uznali oni, że należy zamanifestować brak zgody na kształtowanie ukraińskiej pamięci historycznej pod wpływem oczekiwań Polaków. Doprowadzili jednak do kolejnych napięć.

Znowu będzie z tego wielki spór polsko-ukraiński?

– Nie sądzę, aby były one tak poważne jak te z maja czy czerwca. Tamto dotyczyło decyzji prezydenta Zełenskiego, a tu mamy do czynienia z radą jednego obwodu, od której Kijów się odcina.

– Z badań socjologicznych wynika, że kryzys z wiosny podwyższył w oczach ukraińskiej opinii publicznej świadomość kontrowersyjności UPA. Społeczeństwo ukraińskie podzieliło się: około 40 proc. uważa, że państwo ukraińskie powinno uwzględniać wrażliwość narodów sąsiednich i Polaków przy kształtowaniu polityki pamięci, natomiast niewielka większość uważa, że takiego obowiązku nie ma. Pokazuje to jednak pewne przewartościowania.

Nie zmienia to faktu, że mleko znów się rozlało.

– Powstaje zasadnicze pytanie, jak państwo polskie ma reagować na działania absolutnie oburzające. Szuchewycz to nie Bandera, który ponosi polityczną i moralną odpowiedzialność za działania UPA, ale sam był wtedy internowany w Sachsenhausen.

– Szuchewycz wydawał bezpośrednie zbrodnicze rozkazy i stał się przez to zbrodniarzem wojennym. Każde szanujące się państwo i naród musi w takiej sytuacji reagować.

Warto powiedzieć to wprost. Skupiamy się na Banderze, a jeszcze większym zbrodniarzem z polskiego punktu widzenia jest Szuchewycz.

– Zdecydowanie tak. Odpowiedzialność ciążąca na Szuchewyczu jest nieporównanie większa niż odpowiedzialność Bandery. W przypadku Szuchewycza mamy do czynienia z bezpośrednią odpowiedzialnością karną – gdyby podobne czyny popełnił dziś i dożył procesu, mógłby zostać skazany przez sąd za ludobójstwo.

– Bandera był politykiem, który stał się symbolem swojego ruchu, choć uważam go również za politycznego nieudacznika. W latach 30. był skazany na dożywocie. W 1941 roku proklamował powołanie państwa ukraińskiego kolaborującego z III Rzeszą, ale nie skonsultował tego zamiaru z samymi Niemcami, w efekcie czego został internowany i większość wojny spędził w Sachsenhausen. Nigdy nie odciął się od rzezi wołyńskiej, ale nie wydawał bezpośrednich zbrodniczych nakazów, aż w 1959 roku został zamordowany.

– Szuchewycz natomiast był dowódcą polowym i faktycznie kierował UPA aż do swojej śmierci w 1950 roku. Jest postacią mniej rozpoznawalną na świecie niż Bandera, ale był od niego zdecydowanie większym szkodnikiem. Ciążyłaby na nim odpowiedzialność nie tylko moralna, ale i karna.

Powiedział pan, że po wydarzeniach z czerwca nawet dzieci rozumiałyby, co mogłaby oznaczać decyzja o kolejnej gloryfikacji tych ludzi. Jak więc mamy to odbierać?

– Przypomina mi się nowela Henryka Sienkiewicza „Sąd Ozyrysa”, w której rozważano, czy zmarły urzędnik pozornie faraona, a faktycznie rosyjskiego cara, był większym niegodziwcem, czy większym głupcem. Podejmując tę decyzję, deputowani z jednej strony bagatelizują, ignorują lub po prostu nie są świadomi międzynarodowych reperkusji.

– Z przyczyn pryncypialnych odrzucają myśl, że powinni zastanawiać się nad opinią Polaków, uważając, iż Polakom wara od tego, kto ma być ukraińskim bohaterem narodowym. Kompletnie nie rozumieją przy tym, że szkodzą samej Ukrainie, podwyższając polskim politykom cenę wsparcia i utrudniając dyplomatom w Kijowie wyprowadzenie obu krajów z kryzysu.

Są więc głupcami czy niegodziwcami?

– Na pewno są to ludzie niezdatni do dostrzeżenia moralnej nieakceptowalności programu Szuchewycza i jego niezgodności z ogólnoeuropejską kulturą pamięci oraz zbrodniczości jego działań. Można też rozważać hipotezę konspirologiczną, choć uważam ją za mało prawdopodobną.

To znaczy?

– Wpływ agentury rosyjskiej. Jest tajemnicą Poliszynela, że Rosjanie przez długie lata przed wojną wspierali niektóre galicyjskie środowiska nacjonalistyczne we Lwowie za pośrednictwem kontrolowanych struktur.

– Nie mogę wykluczyć rosyjskiej prowokacji, ale w pierwszej kolejności stawiałbym na połączenie – nazwijmy to – głupoty strategicznej oraz nacjonalistycznego światopoglądu. Nacjonalizm utrudnia właściwą ocenę działań Szuchewycza i uniemożliwia zrozumienie, że ciąży na nim odpowiedzialność karna za to, że członkowie UPA mordowali Polaków, rozbijali głowy niemowlętom i rozpruwali brzuchy kobietom.

Lwowscy politycy ignorują głos Polski. Robią tak, bo mogą? Bo Polska nie wyciąga odpowiednich konsekwencji i stanowczo nie odpowiada? A wręcz przeciwnie – po kryzysie wiosennym wykonała szereg gestów wobec Ukrainy.

– Rozumiem ten argument, ale z perspektywy takich ludzi Polska nie działa z altruizmu, lecz broni samej siebie przed rosyjską agresją. Ukraińscy nacjonaliści szczerze wierzą, że jeśli Ukraina padnie, Polska będzie następna.

– Ryzyko wojny polsko-rosyjskiej w takim scenariuszu radykalnie wzrasta. Uważają więc, że Polska i tak musi wspierać Ukrainę ze względu na własny interes bezpieczeństwa, a gdyby tego nie robiła, Zachód wywrze nacisk na Warszawę. Dochodzi do tego głęboko zakorzenione przekonanie, że Polacy robili to samo.

Tylko nie robili tak samo.

– Obiektywnie tak nie było i Piłsudski nie nakazywał mordowania Ukraińców tak jak Szuchewycz Polaków. W ich wyobrażeniach historycznych tych środowisk Polacy jednak nie byli lepsi.

– Powołują się na pacyfikacje, akcje w Sahryniu, na Hrubieszowszczyźnie. Ta mentalność osłabia ich motywację do potępienia UPA i Szuchewycza. Swiatosław Szeremeta, który zainspirował te uchwały, pewnie szczerze wierzy, że Rzeczpospolita okupowała terytorium Ukrainy podobnie jak bolszewicy, że zbrodnie były wzajemne, a honor nakazuje obronę suwerenności państwa ukraińskiego w kształtowaniu własnego panteonu bohaterów.

Kiedy rozmawialiśmy w czerwcu o kryzysie wokół orderu dla Zełenskiego, mówiliśmy, że główna odpowiedzialność spoczywa właśnie na prezydencie Ukrainy. Okazuje się dziś, że problem jest głębszy.

– To nie jest pierwsza decyzja rad obwodowych w ukraińskiej Galicji dotycząca upamiętnienia postaci ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Podobne zapadały już m.in. w 2017 roku, a 20 lat temu prezydent Juszczenko nadał Szuchewyczowi tytuł Bohatera Ukrainy.

– Wówczas protesty w Polsce były znacznie mniejsze. Dziś zmieniła się atmosfera społeczna oraz kontekst w Polsce – nasi politycy i społeczeństwo są znacznie bardziej wyczuleni. Trzeba też zauważyć jedno.

To znaczy?

– Zmianę na samej Ukrainie: przed 2014 rokiem trzy czwarte Ukraińców miało negatywny stosunek do UPA, a dziś proporcje się odwróciły. Jest to efekt działań środowisk nacjonalistycznych, polityki ukraińskiego IPN za czasów prezydenta Poroszenki, ale przede wszystkim samej wojny.

– Wojna sprzyja nacjonalizmowi, a nie historii krytycznej. Gdy Ukraińcy widzą, że podła i agresywna Rosja potępia Banderę, uznają w odruchu obronnym, że postacie te reprezentowały coś dobrego.

– Problem – jak sądzę – nie leży więc w nowej, odgórnej prowokacji Kijowa, lecz w tym, że władze centralne nie kontrolują lokalnych elit w obwodzie lwowskim, który ideologicznie mocno odbiega od partii Zełenskiego.

Rosjanie od lat suflują narrację, że Ukraińcy to naziści, szukając potwierdzenia dla swojej propagandy. Teraz dostali bardzo wyraźne paliwo z powodu gloryfikacji banderowców oraz działań Szeremety organizującego niegdyś rekonstrukcje w mundurach SS Galizien. Tego też Ukraińcy nie dostrzegają?

– Ukraińska polityka pamięci od kilkunastu lat dostarcza argumentów rosyjskiej propagandzie skierowanej na Zachód. Swoją krótkowzrocznością i niefrasobliwością ułatwiają jednak pracę Kremlowi.

– Decyzja o upamiętnieniu Szuchewycza niewątpliwie zostanie wykorzystana przez rosyjską propagandę i obiektywnie szkodzi interesom Ukrainy. Jestem pewien, że w tym momencie rozpacz ogarnia zarówno wielu rozsądnych Ukraińców, sprzeciwiających się kultowi UPA, jak i Polaków sprzyjających Ukrainie, gdy widzą, jak trudno wytłumaczyć ukraińskim nacjonalistom pewne elementarne mechanizmy polityczne. To przykre.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Czytaj Dalej

Nawrocki uderza w premiera. Smutna konstatacja, „nie mam z kim rozmawiać”

Konflikt rządu z prezydentem. Rząd ma plan na pokonanie Nawrockiego

Granica polsko-białoruska. Żołnierz uniewinniony po postrzeleniu migranta

Rok UPA i Szuchewycza we Lwowie. Polsce złożono obietnicę

Wypadek na A1. Zapadł wyrok w sprawie Sebastiana M.

Burza po decyzji ze Lwowa, Tusk ostrzega Ukrainę. „Kompletnie nie rozumiem”

Pilny ruch Sikorskiego po decyzji Lwowa. „Na listę osób niepożądanych”

Przemoc w szkołach. Sondaż IBRiS o reakcji rządu. Jak oceniają ją Polacy?

Burza po decyzji z Lwowa, Tusk ostrzega Ukrainę. „Kompletnie nie rozumiem”

Facebook X (Twitter) Instagram Pinterest
  • Home
  • Buy Now
© 2026 Banai. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.