Jarosław Kaczyński ma do podjęcia jedną z najtrudniejszych politycznych decyzji w ostatnich latach. Wybór jest taki: wyrzucić Mateusza Morawieckiego i jego ludzi z PiS lub mimo wszystko pozwolić mu zostać w partii. Sytuacja jest patowa, bo każda z tych decyzji oznacza polityczne straty dla samego prezesa.
– Prezes miota się od ściany do ściany. Nikt nie wie, co zrobi. Poszło to trochę za daleko. Jeśli się ugnie, przegra to. Aż przykro to mówić, ale prezes przegra z Mateuszem, jeśli raz jeszcze pozwoli mu się „owinąć”. Już raz przecież się ugiął – mówi nam jeden z ludzi zaangażowanych w kluczowe w PiS rozmowy, zbliżony do frakcji „maślarzy”.
– Kaczyński żyje dzisiaj w takim świecie, jaki mu ktoś, kto ma dostęp do ucha prezesa, opowie. To jest kwestia tego, kto się spotyka z prezesem, kto z nim rozmawia. A od mniej więcej roku rozmawiają z nim głównie te same nazwiska: Bocheński, Jaki, Sasin, Witek. I trują mu umysł, nastawiają go przeciwko Mateuszowi. Przecież Bocheński i Jaki są tam regularnie w każdy piątek, a często też w poniedziałki, Sasin pielgrzymuje na bieżąco, Kurski stale dzwoni – opowiada nam jeden z „harcerzy”.
– Morawiecki chce być elitarny, mieć prezesa na wyłączność, bo on jest drugi po prezesie. I omija te wspólne spotkania, więc niech nie narzeka, że bywa rzadziej. To jego wybór – odpiera zwolennik „maślarzy”.
– Prezes nie ogarnia tego, co się dzieje w partii, już od dłuższego czasu. I programowo, i komunikacyjnie, i strategicznie. Nawet ta sytuacja obecnie. Po co było dawać aż tydzień na składanie lojalek? Wystarczyłby dzień albo dwa i przeciąć temat – przekonuje jeden z naszych rozmówców.
Skąd tak skomplikowana sytuacja? Mateusz Morawiecki poczuł się urażony tym, że to Przemysław Czarnek został kandydatem partii na przyszłego szefa rządu. Morawiecki – w PiS synonim ciężkiej pracy, pomysłowości, determinacji i ambicji – zaczął jeszcze wyraźniej akcentować swoją rolę, a w efekcie założył stowarzyszenie Rozwój Plus. To z kolei nie spodobało się pisowskiej starszyźnie, która natychmiast zaczęła przekonywać Kaczyńskiego, że „Mateusz idzie na swoje, chce rozbicia partii”.
Piekielnie trudna decyzja przed Kaczyńskim
Dlatego też prezes PiS stanął przed piekielnie trudnym dylematem. Przez lata „budował” karierę Morawieckiego, dał mu tekę premiera, widział w nim swojego potencjalnego następcę, a jak mówią w PiS, do tej pory ma do niego słabość.
Ten odwdzięcza się lekceważeniem – nie samego Kaczyńskiego, ale kolegów w PiS, którzy regularnie wypominają mu nieobecności na prezydium komitetu politycznego partii. Morawiecki przekonuje, że są różne formaty, w których rozmawia z prezesem PiS, dając do zrozumienia, że z Kaczyńskim warto rozmawiać, ale z jego akolitami już niekoniecznie.
Spór przeniósł się do struktur terenowych i do internetu. Oskarżeń, animozji i złej krwi jest tak dużo, że nie da się tego dłużej pudrować. Wszystkie strony stanęły na granicy przesilenia, które może skończyć się spektakularnym rozłamem w partii.
Tylko dlaczego dla Kaczyńskiego miałaby to być trudna decyzja? W przeszłości pokazywał już przecież, że bezwzględnie potrafi żegnać się z wewnętrznymi przeciwnikami. Tyle że wtedy był hegemonem, a dziś jest jednym z elementów prawicowej układanki. I to wydaje się być klucz do zrozumienia dylematu, przed którym stoi prezes PiS.
Silny ośrodek prezydencki z Karolem Nawrockim na czele, kilkunastoprocentowe poparcie dla Konfederacji i regularnie czwarta w sondażach partia Grzegorza Brauna sprawiają, że na rok przed wyborami parlamentarnymi prawicowy elektorat jest rozdrobniony.
Jeśli powstanie partia Morawieckiego, głosy prawicowych wyborców zostaną jeszcze bardziej rozdrobnione, a sam „tort”, jakim będzie dysponował Kaczyński, stanie się mniejszy. To problem na przyszły rok, który rozwiązać trzeba już teraz.
Jeszcze gorszy scenariusz dla PiS zakłada, że nowa partia Morawieckiego zdobywa 4,5 proc. głosów i nie wchodzi do Sejmu. Wewnętrzne badania pokazują, że Morawiecki odbiera wyborców wyłącznie PiS-owi, a nie centroprawicy.
Dla Kaczyńskiego byłaby to katastrofa, bo przy tak podzielonym społeczeństwie może to oznaczać kolejną kadencję rządów obecnej koalicji. A jeśli Kaczyński przegra wybory w 2027 roku przed kolejną szansą stanie dopiero w 2031 roku, jako 82-letni polityk.
Czy Kaczyński raz jeszcze może się ugiąć?
Alternatywą jest pozostawienie Morawieckiego w partii i pozwolenie na działalność jego stowarzyszenia. Tyle że i w ten sposób Kaczyński skomplikuje swoją sytuację.
Po pierwsze, przeciwnicy Morawieckiego jeszcze bardziej będą okazywać niezadowolenie. Po drugie, prezes zostanie uznany za polityka słabego. Po trzecie, słowo Kaczyńskiego będzie niewiele znaczyć, bo prezes przestał być konsekwentny. Po czwarte wreszcie, ewentualne potknięcie w wyborach 2027 roku sprawi, że Kaczyński już na pewno będzie musiał ustąpić.
Wszystko wskazuje na to, że prezes PiS nie wyjdzie z tej sytuacji bez szwanku. Chyba że raz jeszcze wymyśli spektakularne rozwiązanie, które z jednej strony pogodzi wszystkie zwaśnione strony, a z drugiej wzmocni samego prezesa. Na dziś jednak nic na to nie wskazuje.
Na początku tygodnia Kaczyński wzywał na Nowogrodzką wielu polityków, z którymi konsultował potencjalne ruchy. Jak słyszymy w partii, mówił im to, co chcieli usłyszeć, a jednocześnie nie wydawał się zdecydowany. Radził się, rozmawiał, ale sprawiał wrażenie zagubionego.
Opowieści o tym, że „prezes się kończy” wracają w polskiej przestrzeni politycznej raz po raz, a Kaczyński za chwilę udowadnia, że widzi naprawdę szeroko. Sęk w tym, że dziś o zmierzchu hegemona słychać nie tylko ze strony opozycji, ale też z różnych frakcji w PiS. Kłopot z Morawieckiem solidnie to uwydatnił. Czy Kaczyński kontroluje jeszcze partię?
W PiS coraz mniej wyrozumiałości dla Kaczyńskiego
– Coraz częściej słyszę, że powinien odejść na emeryturę. Mówią o tym zwykli ludzie, na spotkaniach w terenie. Wypowiadają się o prezesie z szacunkiem, ale jednak świadomością, że polityczny koniec musi kiedyś przyjść – słyszymy w PiS.
Podobne opinie nie są wśród polityków partii odosobnione.
– Prezes już nie czuje społeczeństwa, nie czuje wiatru zmian, a zwłaszcza kompletnie nie rozumie młodego pokolenia, którego tak nam brakuje w elektoracie i którego tak potrzebujemy – mówi Interii inny polityk partii.
– Już rok temu po wygranej Nawrockiego w drugiej turze można było łatwo wyciągnąć wnioski, gdzie jest potencjał, co działa, jak mówić do ludzi, o czym do nich mówić. I co? I nic z tym nie zrobiliśmy, kompletnie przespaliśmy własne zwycięstwo – dodaje.
– Kiedyś jak się przychodziło do prezesa na spotkanie, to co najmniej połowa czasu szła na wspominki, anegdotki z lat 80. i 90., ale też mniej więcej połowa na omówienie faktycznie ważnych tematów. A dzisiaj? Co najmniej 75:25 na rzecz anegdotek i to się stale pogłębia. Te rozmowy są coraz mniej treściwe, coraz trudniej coś ustalić – opowiada jeden z polityków PiS.
O słabnącej pozycji prezesa ma świadczyć też sama postawa polityków PiS. Mimo formalnego zakazu wypowiedzi narzuconej przez Kaczyńskiego w mediach społecznościowych rozpoczął się festiwal obrzucania błotem. Z jego zakazu nikt sobie nic nie robił. Kaczyński podejmuje też jakąś decyzję, a potem się z niej wycofuje. Członkowie PiS mówią, że w ten sposób traci autorytet. I ośmiela innych, jak choćby Morawieckiego.
– Momentem przełomowym był klub, kiedy Morawiecki skonfrontował się z prezesem i jawnie powiedział: „Jarku, ja się z tobą nie zgadzam, my nie zrezygnujemy ze stowarzyszenia”. Posłowie tacy jak Witek, Czarnecki czy Hoffman powiedzieli wprost: „Mateusz oszalał”. Świadomość w partii jest gigantyczna, że to jest rękawica rzucona przez Mateusza wobec Jarosława – przekonuje polityk PiS, który nie sympatyzuje z żadną ze zwaśnionych frakcji.
– Morawiecki chce być premierem. A żeby być premierem, musi być prezesem partii. A żeby być prezesem partii, musi przejąć władzę od Jarosława Kaczyńskiego. A jak może przejąć władzę od Jarosława Kaczyńskiego? Jarosław Kaczyński musi przegrać wybory i wtedy Morawiecki wychodzi i mówi: „Słuchajcie, Jarosław przegrał nam te wybory, mówiłem, że będę lepszy” – słyszymy.
„To nowe i zaskakujące”. Przeciwnicy PiS zdziwieni
Sytuacji w PiS z uwagą przyglądają się adwersarze partii. Doświadczeni gracze aż przecierają oczy ze zdumienia, bo wręcz nie poznają Kaczyńskiego.
– Kaczyński nie jest sprawczy. To jest nowe i to zaskakuje. Uważam, że Kaczyński się cofnie. I to głęboko. A jeśli cofnie się głęboko, będzie musiał przeżyć to upokorzenie. A jeśli się nie cofnie, jeśli pójdzie tam na ostro, to PiS-u już nie ma – mówił w Sejmie Grzegorz Schetyna, były szef PO.
Ciekawie o sytuacji w PiS na antenie Polsat News mówił natomiast Kazimierz Michał Ujazdowski, były polityk tej formacji, który doskonale zna Jarosława Kaczyńskiego i mechanizmy, jakimi się kieruje.
– Jarosław Kaczyński nie jest już hegemonem na prawicy – stawia tezę Kazimierz Michał Ujazdowski. – Walczy dziś o to, by będąc słabszym i akceptując przywództwo Karola Nawrockiego, zachować władztwo nad swoim gospodarstwem. Lepiej mieć mniejszą partię niż taką, której się nie kontroluje – konkluduje.
Łukasz Rogojsz, Łukasz Szpyrka